Book: Zemsta



Aleksander Fredro

Zemsta

Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Nowoczesna Polska.

Nie masz nic tak złego, żeby się na dobre nie przydało. Bywa z węża dryjakiew[1], złe często dobremu okazyją daje.

And. Maks. Fredro[2]


OSOBY:

Cześnik Raptusiewicz

Klara — jego synowica[3]

Rejent Milczek

Wacław — syn Rejenta

Podstolina

Papkin

Dyndalski — marszałek Cześnika

Śmigalski — dworzanin Cześnika

Perełka — kuchmistrz Cześnika

Mularze, hajduki, pachołki etc.


Scena na wsi.

AKT PIERWSZY

Pokój w zamku Cześnika, drzwi na prawo, lewo i w środku, stoły, krzesła etc., gitara angielska na ścianie.

SCENA PIERWSZA

Cześnik, Dyndalski

Cześnik w białym żupanie[4], bez pasa i w szlafmycy[5] siedzi przy stole po prawej od aktorów stronie, okulary na nosie, czyta papiery[6] — za stołem, trochę w głębi, stoi Dyndalski, ręce w tył założone.

CZEŚNIK


jakby do siebie

Piękne dobra w każdym względzie —

Lasy — gleba wyśmienita —

Dobrą żoną pewnie będzie —

Co za czynsze! — To kobiéta[7]!…

Trzy folwarki!


DYNDALSKI


Miła wdowa.


CZEŚNIK


Arcymiła, ani słowa.

kładzie papiery

Cóż, polewki[8]dziś nie dacie?


Dyndalski wychodzi.


Długoż na czczo będę czekać?

po krótkim milczeniu

Nie — nie trzeba rzeczy zwlekać —


Dyndalski, spotkawszy we drzwiach hajduka[9] niosącego na tacy wazkę, talerz, chleb itd., odbiera od niego i wraca, zawiązuje serwetą[10] pod szyję Cześnikowi, potem podaje talerz z polewką, co wszystko nie tamuje rozmowy.


Quaopiekun[11]iquakrewny,

Miałbym z Klarą sukces pewny;

Ale Klara młoda, płocha,

Chociaż dzisiaj i pokocha,

Któż za jutro mi zaręczy!


DYNDALSKI


nabierając na talerz

Nikt rozumny, jaśnie panie,

Rzecz to śliska.


CZEŚNIK


obracając się ku niemu

Tu sęk właśnie!

Na toż bym się, mocium panie,

Kawalerstwa dziś wyrzekał,

uderzając w stół

By kto… niech go piorun trzaśnie!

Długo będzie na to czekał,

po krótkim milczeniu, biorąc talerz

Ma dochody wprawdzie znaczne —

Podstolina ma znaczniejsze;

Z wdówką zatem działać zacznę.

po krótkim milczeniu

Bawi z nami — w domu Klary,

Bo krewniaczka jej daleka,

Ale mnie się wszystko zdaje…


DYNDALSKI


Ona czegoś więcej czeka.


CZEŚNIK


parskając śmiechem

Ona czegoś… więcej… czeka…

A bodajże cię, Dyndalu,

Z tym konceptem! — Czegoś czeka!

śmieje się

Tfy!… jakżem się uśmiał szczerze!

Czeka! — bardzo temu wierzę.

jedząc i po krótkiej chwili

Jeszczeć młoda jest i ona,

Ależ wdowa — doświadczona —

Zna proporcją[12], mocium panie,

I nie każe fircykować[13],

Po kulikach[14]balansować[15].

po krótkiej chwili

No — nie sekret, żem niemłody,

Alem także i niestary.

Co?


DYNDALSKI


niekoniecznie przystając

Tać…


CZEŚNIK


urażony

Możeś młodszy?


DYNDALSKI


Miary

Z mego wieku…


CZEŚNIK


kończąc rozmowę

Dam dowody.


Chwila milczenia.

DYNDALSKI


skrobiąc się poza uszy

Tylko że to, jaśnie panie —


CZEŚNIK


Hę?


DYNDALSKI


W małżeńskim ciężko stanie:

Pan zaś, mówiąc między nami,

Masz pedogrę[16].


CZEŚNIK


niekontent

Ej, czasami.


DYNDALSKI


Kurcz żołądka.


CZEŚNIK


Po przepiciu.


DYNDALSKI


Rumatyzmy[17]jakieś łupią.


CZEŚNIK


zniecierpliwiony

Ot, co powiesz, wszystko głupio. —

Ten mankament[18]nic nie znaczy:

Wszak i u niej, co w ukryciu,

Bóg to tylko wiedzieć raczy;

I nikt pewnie się nie spyta,

Byle tylko w dalszym życiu

Między nami była kwita[19].


SCENA DRUGA

Cześnik, Dyndalski, Papkin

Papkin po francusku ubrany, przy szpadzie, krótkie spodnie, buty okrągłe do pół łydki; tupet[20] i harcopf[21], kapelusz stosowany[22], pod pachą para pistoletów; zawsze prędko mówi.

PAPKIN


Bóg z waszmością, mój Cześniku.

Pędząc cwałem na rozkazy

Zamęczyłem szkap bez liku;

Wywróciłem się sto razy,

Tak że z nowej mej kolaski[23]

Gdzieś po drodze tylko trzaski[24].


CZEŚNIK


A ja za to ręczyć mogę,

Że mój Papkin tu piechotą

Przywędrował całą drogę;

A na podróż dane złoto

Gdzieś zostawił przy labecie[25].


PAPKIN


pokazując pistolet

Patrz, Cześniku — poznasz przecie…


CZEŚNIK


Cóż mam poznać?


PAPKIN


Wystrzelony.

Wypalony!


DYNDALSKI


na stronie, odchodząc

Gdzieś na wrony.


PAPKIN


Gdzie, do kogo, milczeć muszę,

Lecz nie karty są przyczyną,

Żem się w drodze spóźnił nieco.

Ani ziewnął, na mą duszę!

Tak z mej ręki wszyscy giną!


CZEŚNIK


poprawiając w mowie

Wszystkie.


PAPKIN


Wszystkie?


CZEŚNIK


Ćmy, komary.


PAPKIN


Waszmość nigdy nie dasz wiary.


CZEŚNIK


Bom niegłupi, mocium panie.


PAPKIN


Ach! co widzę, tu śniadanie.


CZEŚNIK


Ha, śniadanie.


PAPKIN


Ach! Cześniku!

Już to sześć dni i sześć nocy

Nic nie miałem na języku.


CZEŚNIK


Jedz i słuchaj!


PAPKIN


Tak się stanie.

siada po drugiej stronie stołu, jak do siebie

Strzelam gracko[26], rzecz to znana.


CZEŚNIK


Rzecz to znana, iż w mej mocy

Kazać zamknąć waszmość pana

Za wiadome dawne sprawki.


PAPKIN


zastraszony

Zamknąć! po co?


CZEŚNIK


Dla zabawki.


PAPKIN


Czyż nie znajdziesz lepszej sobie?


CZEŚNIK

Cicho! ciszej! Ja to mówię,

By odświeżyć w twej pamięci,

Nim powierzę moje chęci,

Coś mnie winien, a ja tobie.

PAPKIN


Ach, co każesz, wszystko zrobię.

Byłbym zaraz dopadł konia…

Bom jest jeździec doskonały:

Niechaj będzie wzięty z błonia[27],

Dzik to dziki, lew to śmiały —

W moim ręku jak owieczka,

Bom jest jeździec doskonały.


CZEŚNIK


A bodajżeś!…


PAPKIN


Tylko pozwól…

Kładłem nawet w strzemię nogę,

Kiedy nagle wielka sprzeczka

Przedsięwziętą spaźnia[28]drogę;

A ta była w tym sposobie:


CZEŚNIK


Słuchaj!…


PAPKIN


Zaraz… Szedłem sobie;

Mina tęga, włos w pierścienie,

Głowa w górę — a wejrzenie! —

Niech truchleje płeć zdradziecka!


CZEŚNIK


Słuchaj!…


PAPKIN


Zaraz… Idę sobie;

A wtem jakaś księżna grecka;

Anioł! bóstwo! zerk z karety —

Giną za mną te kobiety! —

Zerk więc na mnie — zerk ja na nią,

Koniec końcem pokochała,

Zawołałaet caetera

Książę, tygrys, ludzi zbiera…


CZEŚNIK


uderzając w stół, aż Papkin podskoczył w krześle

Ależ cicho!


PAPKIN


Nadtoś żywy.


CZEŚNIK


A bezbożny ty języku!

I tyrkotny[29], i kłamliwy.


PAPKIN


Nadtoś żywy, mój Cześniku.

Gdybym także, równie tobie,

Namiętności nie brał w ryzy,

uderzając w rękojeść szpady

Ostrze mojej Artemizy[30]

uprzedzając uderzenie w stół Cześnika

Proszę mówić.


CZEŚNIK


po krótkiej chwili

Ojciec Klary

Kupił ze wsią zamek stary…


PAPKIN


Fiu! — mój ojciec miał ich dziesięć.


CZEŚNIK


uderza w stół i mówi dalej

Tu mieszkamy, jakby sowy;

Lecz co gorsza, że połowy

Drugiej zamku — czart dziedzicem.


Przestrach Papkina.


Czy inaczej? — Rejent Milczek —

Słodki, cichy, z kornym licem,

Ale z diabłem, z diabłem w duszy!


PAPKIN


Jednak zgodnie, jak sąsiady…


CZEŚNIK


Jeśli nie ja mymi psoty,

Nikt go stąd już nie wyruszy[31].

Nie ma dnia bez sprzeczki, zwady —

Lecz potrzebne i układy.

Pisać? — nie chcę do niecnoty.

Iść tam? — ślisko, mocium panie:

Mógłby otruć, zabić skrycie.

A mnie jeszcze miłe życie,

Więc dlategom wybrał ciebie:

Będziesz posłem tam w potrzebie.


PAPKIN


Za ten honor ściskam nogi!

Wielki czynisz swemu słudze,

Ale nazbyt jestem srogi:

Zamiast zgody, wojnę wzbudzę,

Bo do rycerskiego dzieła

Matka w łonie mnie poczęła;

A z powicia ślub uniosłem[32],

Nigdy w życiu nie być posłem.


CZEŚNIK


Czym ja zechcę, Papkin będzie,

Bo mnie Papkin słuchać musi.


PAPKIN


Lecz porywczy w każdym względzie,

Jak sąsiada Papkin zdusi,

Jak mu kulą łeb przewierci,

Jak na bigos go posieka —

Któż natenczas sprawcą śmierci?

Kogóż za to kara czeka?


CZEŚNIK


Biorę wszystko na sumienie.


PAPKIN


Chciej rozważyć.


CZEŚNIK


Już się stało.

Teraz inne dam zlecenie:

Mości Papkin — ja się żenię.


PAPKIN


Ba!


CZEŚNIK


przedrzeźniając

Cóż to: ba?


PAPKIN


Tak się cieszę!

I w tę sprawę chętnie spieszę.

Powiedz, gdzie mam błysnąć chwałą;

Mamże zostać dziewosłębem[33]?

Mamże zmusić zbyt zuchwałą?

Mamże skłonić zbyt nieśmiałą?

Mamże, jeśli cudzą żoną,

Jej tyrana przeszyć łono?…


CZEŚNIK


Cóż, u diabła, za szaleństwo!


PAPKIN


Znasz, Cześniku, moje męstwo.


CZEŚNIK


Słuchaj: mówiąc między nami,

Bez mej chluby, twej urazy,

Więcej niż ty, mój Papkinie,

Mam rozumu tysiąc razy.


Papkin chce przerwać, co Cześnik znakiem wstrzymuje.


Lecz rozprawiać z niewiastami,

Owe jakieś bałamutnie[34],

Afektowe[35]świegotanie —

Niech mi zaraz łeb kto utnie,

Nie potrafię, mocium panie.

Ty więc musisz swą wymową…


PAPKIN


Jest już twoją — daję słowo —

Chcesz, przysięgnę — masz już żonę,

Bo ja szczęście mam szalone:

Tylko spojrzę, każda moja,

A na każdą spojrzeć umiem.

Idę.


CZEŚNIK


Dokąd?


PAPKIN


Prawda, nie wiem.


CZEŚNIK


Podstolina…


PAPKIN


Już rozumiem.


CZEŚNIK


zatrzymując go

Tu ją czekaj.


PAPKIN


Ani słowa!

Za godzinę jest gotowa.


CZEŚNIK


odchodząc

Ja potrafię ci odwdzięczyć.


PAPKIN


Za Cześnika można ręczyć.


SCENA TRZECIA

PAPKIN


sam

Cześnik wulkan[36]— aż niemiło.

Gdybym krótko go nie trzymał,

Nie wiem, co by z światem było.

po krótkim myśleniu

Lecz nie będę ja tu drzymał

I w podziele tak się zwinę:

Jemu oddam Podstolinę,

Malowidło nieco stare;

Sobie wezmę śliczną Klarę.

Już od dawna mam nadzieję,

Że jej serce mnie się śmieje.

Już by para z nas dobrana

Zaludniała Papkinami,

Gdyby Cześnik, jakby ściana,

Nie stał zawsze między nami.

po chwili

Znak dać muszę, że tu jestem;

Niechaj lubym śpiew szelestem

W lube, drogie uszko wpadnie —

Ach, jak anioł śpiewam ładnie!

śpiewa przy angielskiej gitarze

„Córuś moja, dziecię moje, co u ciebie szepce?

Pani matko dobrodziejko, kotek mleko chłepce;

Oj kot, pani matko, kot, kot,

Narobił mi w pokoiku łoskot.

Córuś moja, dziecię moje, co u ciebie stuka?

Pani matko dobrodziejko, kotek myszki szuka;

Oj kot, pani matko, kot, kot,

Narobił mi w pokoiku łoskot.

Córuś moja, dziecię moje, czy ma ten kot nogi?

Pani matko dobrodziejko, i srebrne ostrogi;

Oj kot, pani matko, kot, kot,

Narobił mi w pokoiku łoskot.[37].”




SCENA CZWARTA

Papkin, Podstolina ze drzwi prawych.

PODSTOLINA


Wszak mówiłam — albo koty[38],

Albo Papkin nam się zjawił.


PAPKIN


Żartobliwej pełna weny[39],

Podstolino! pół anioła!

Kolosalny wzorze cnoty

Pośród hemisfernej sceny[40],

Strojny w miłość, lubość, wdzięki!

Pozwól kornie ugiąć czoła

I na śniegu twojej ręki

Złożyć ustek wyciśnienie.

całuje w rękę

Sługa, służka uniżony.


PODSTOLINA


Cóż sprowadza w nasze strony?


PAPKIN


Miłe wszystkim nam zdarzenie.


PODSTOLINA


Tym zdarzeniem?


PAPKIN


Twe zamęście.


PODSTOLINA


Moje?


PAPKIN


Właśnie miałem szczęście

Mieć u siebie na wieczerzy

Lorda Pembrok[41], kilku panów,

Cały tuzin szambelanów,

Dam niewiele, ale jakich!


PODSTOLINA


Któż z kim swata?…


PAPKIN


Szmer się szerzy:

Za mąż idzie piękna Hanna.

Ten zapewnia, ów nie wierzy,

Ale każdy z ócz mych czyta.

Wtem miledi[42], bóg-kobieta,

Lecz w zazdrości diablik mały,

Wciąż mnie szczypiąc pod serwetą,

Na pół z płaczem dwakroć pyta:

„Skąd masz styczność z Hanny losem?”

Ach, spokojną bądź w tej mierze —

Szepnę w uszko wdzięcznym głosem —

Przyjaciela Hanna bierze.


PODSTOLINA


Ależ kogo? powiedz, kogo?


PAPKIN


Wszyscy wybór chwalą zgodnie…

Bo nie chwalić jakże mogą!


PODSTOLINA


na stronie

Ha, rozumiem…


PAPKIN


Człowiek grzeczny[43]

I majętny, i stateczny.


PODSTOLINA


na stronie

Od Cześnika ma zlecenie

I zachodzi tak z daleka

Tam, gdzie go się dawno czeka.

Głupi mędrek.


PAPKIN


na stronie

Tam do licha!

Ona zerka, ona wzdycha —

Czy nie myli się w osobie?

Może we mnie… dałżem sobie!

A to plaga, boska kara:

Do mnie młoda, do mnie stara.

Jeszcze zerka… czy szalona!

Tu żartować nie ma czego —

Zjadłbym śledzia[44]z rąk patrona[45],

A mnie po co, na co tego!

To już dłużej trwać nie może.

do Podstoliny

Pozwól pani: Cześnikowi

Gratulację niechaj złożę.


PODSTOLINA


Więc to jego mam być żoną?


PAPKIN


Jakież czynisz zapytanie?

Bajkęż by to rozgłoszono?


PODSTOLINA


Bajkę dotąd…


PAPKIN


Lecz się stanie

Wkrótce prawdą — czy się mylę?


PODSTOLINA


Ciekawości skądże tyle?


PAPKIN


Gdyby Cześnik rozogniony,

Wskroś przejęty twymi wdzięki,

Drgnął miłością i rzucony

Do nóg twoich, błagał ręki?


PODSTOLINA


Cieszyłby się z odpowiedzi.

odchodzi w drzwi prawe


PAPKIN


sam

A że w każdej diablik siedzi,

Co pustoty rozpoczyna,

Jeno wspomnisz zapowiedzi!

Bo kto mądry, niech mi powié:

Po kaduka[46]Podstolina

Daje rękę Cześnikowi?


SCENA PIĄTA

Papkin, Cześnik wychodzi ze drzwi lewych już ubrany.

CZEŚNIK


Cóż u czarta! ty spokojny,

Kiedy Rejent mnie napada

I otwartej żąda wojny?

Lecz godnego ma sąsiada!

Dalej żwawo! — niech, kto żyje,

Biegnie, pędzi, zgania, bije!


PAPKIN


Cóż się stało?


CZEŚNIK


Mur naprawia!

Mur graniczny, trzech murarzy!

On rozkazał! on się waży!

Mur graniczny! — Trzech na murze!

Trzech wybiję, a mur zburzę!

Zburzę, zniszczę, aż do ziemi. —


PAPKIN


zmieszany, niechcący powtarza

Zburzę, zniszczę…


CZEŚNIK


Dajesz słowo?

Zbierz więc ludzi — ruszaj z niemi!

I jeżeli nie namową,

To przemocą spędź z roboty —

Ty się trzęsiesz?


PAPKIN


To z ochoty.

Ale czekaj — słuchaj wprzody

Mojej szczytnej, pięknej ody.


CZEŚNIK


Co?


PAPKIN


Tak, ody do pokoju —

A jeżeli żądza boju

Nie umilknie na głos Muzy…


CZEŚNIK


grożąc

Zostań. — Ale!…

odchodzi


PAPKIN


idzie za nim ze spuszczoną głową

Pewne guzy!


SCENA SZÓSTA

Odmiana sceny. Ogród, kawał muru całego, od lewej strony ku środkowi prosty, od środka w głąb sceny załamany i w połowie zburzony, przy tej części mularze pracują. Po lewej stronie zupełnie w głębi za częścią całego muru baszta albo róg mieszkania Rejenta, z oknem. Nieco na przodzie po prawej stronie podobny róg mieszkania Cześnika. Altana po lewej stronie na przodzie. Klara przechodzi scenę. Wacław, wszedłszy wyłomem, skrada się wzdłuż muru i pokazuje się powtórnie w altanie przy Klarze.

Klara, Wacław

WACŁAW


Bliskie nasze pomieszkania,

Bliższe serca — ach, a przecie

Tak daleko na tym świecie.


KLARA


Jakież nowe dziś żądania

Chmurzą jasność twego czoła?

Nigdyż granic, nigdyż miary —

Nicże wstrzymać cię nie zdoła,

Nawet miłość twojej Klary?


WACŁAW


Widzieć ciebie jedną chwilę,

Potem spędzić godzin tyle

Bez twych oczu, twego głosu —

I mam chwalić hojność losu?


KLARA


Wspomnij, wspomnij, mój kochanku,

Jakie były twe wyrazy,

Gdy zaledwie parę razy

Zeszliśmy się na krużganku[47].

„Pozwól, droga, kochać siebie,

O nic więcej łzy nie proszą;

Z mą miłością stanę w niebie

Bogiem, będę żył rozkoszą!”


WACŁAW


Co mówiłem, nie wiedziałem.


KLARA


Kochaj — rzekłam — ja nie bronię;

Ale wkrótce, gdyś z zapałem

Cisnął w swoich moje dłonie:

„Kochasz ty mnie, droga Klaro?” —

Zawsześ mnie się, zawsze pytał,

Chocieś w oczach dobrze czytał[48].


WACŁAW


Któż by nie chciał dać pół życia,

By mógł wyssać do upicia,

Wyssać duszą z ust twych słowa,

Które jeszcze uśmiech chowa!


KLARA


Niech tak będzie — rzekłam w końcu:

Kocham — bom też i kochała.

udając jego zapał

„Co za szczęście, rozkosz, radość!

Dzięki niebu, ziemi, słońcu!…”

Tym życzeniom czyniąc zadość,

Już natura zubożała[49]

Więcej dla cię nic nie miała.


WACŁAW


Prawda, wyznać się nie boję,

Dopełniła wtenczas miary;

Lecz gdy zwiększa miłość moję,

Czyż nie winna zwiększać dary?


KLARA


Za dni parę rzekłeś luby:

„Ach, to okno, ach, ta krata

Będą źródłem mojej zguby.

Patrz, jak różdżka różdżkę splata,

Jak ku sobie kwiat się skłania,

Któż nam, Klaro, tego wzbrania?”


WACŁAW


Miałżem w myśli mych zamęcie

Zimną kratę brać w objęcie?


KLARA


Usłuchałam cię, Wacławie:

Dzień w dzień schodzim się w altanie,

Lecz i razem co dzień prawie

Nowe od cię mam żądanie —

Tobiem szczęście życia winna,

Ty nawzajem — chętnie wierzę;

Czemuż twoja miłość inna

Coraz nową postać bierze?

Kiedy rozkosz być przy tobie

Aż przepełnia serce moje,

Ty, niewdzięczny, w tejże dobie

Tłumisz tylko niepokoje.


WACŁAW


Ach, obecność[50]mnie zastrasza,

Bo tak dotąd czynim mało,

By zapewnić przyszłość całą —

A przyszłością miłość nasza.

Z twoim stryjem ojca mego

Ciągłe sprawy, sprzeczki, kłótnie

Nic nie wróżą nam dobrego;

Raczej mówią, iż okrutnie

Będziem kiedyś rozdzieleni,

Jeśli…


KLARA


Dokończ — pokaż drogę;

Ty czy ja tu pomóc mogę?


WACŁAW


Tylko twoja wola zmieni,

Co się zdaje nie do zmiany.


KLARA


Mówże, słucham.


WACŁAW


Żem kochany,

Że cię kocham nad te nieba,

Że przy sobie żyć pragniemy,

To oboje dobrze wiemy;

Nie oboje, czego trzeba,

Aby zniszczyć to ukrycie,

W którym pełza nasze życie,

I nie truchleć, czy dzień szczęścia

Nie poprzedza dnia żałoby.


KLARA


Czegóż trzeba? mów!


WACŁAW


Zamęścia.


KLARA


O szalony, gdzież sposoby?


WACŁAW


W twojej woli.


KLARA


W woli stryja,

W woli ojca, powiedz raczej.


WACŁAW


Co zawadza, to się mija,

Gdy nie może być inaczej.


KLARA


A, rozumiem! — Nie, Wacławie,

Gdzie mnie zechcesz, znajdziesz wszędzie

Zawsze twoją — prócz w niesławie.


WACŁAW


Ależ, Klaro, moją żoną…


KLARA


Któż to, powiedz, wiedzieć będzie,

Czyś poślubił wykradzioną…

Co za hałas? — Słyszę kroki!

Coraz bliżej!… idź bez zwłoki!


WACŁAW


Jedno słowo.


KLARA


Już ci dane.


WACŁAW


Jak nie zmienisz, żyć przestanę.


KLARA


z czułością, jakby poprawiając

Przestaniemy — jeśli zechcesz.


WACŁAW


Pomyśl tylko, Klaro droga…


KLARA


wytrącając go prawie

Ale idźże, idź, dla Boga!

przechodzi scenę


SCENA SIÓDMA

Papkin, Śmigalski, kilku służących z kijami, później Rejent i Cześnik w oknach.

PAPKIN


Panie majster, proszę waści

Przyzwoicie, grzecznie, ładnie,

Nie murować tu z napaści,

Bo mu na grzbiet co upadnie.

po krótkim milczeniu

Wy zaś drudzy, dobrzy ludzie,

Którzy młotki, piony, kielnie

W niepotrzebnym dzisiaj trudzie

Używacie arcydzielnie,

Idźcie wszyscy precz, do czarta!

po krótkim milczeniu

Będzie, widzę, rzecz uparta!

Ta hołota, jakby głucha,

Mego słowa ani słucha. —

No, Śmigalski! Nie trać czasu —

Ściągnij za kark! weź narzędzie!

Grzecznie, ładnie, bez hałasu,

Niech wszystkiemu koniec będzie.

Nic się nie bój — ja za tobą.


Śmigalski posuwa się ze służącymi ku mularzom, Papkin cofa się za róg domu.

ŚMIGALSKI


Precz! precz!


REJENT


w oknie

Stójcie! co to znaczy?


ŚMIGALSKI


Cześnik, pan mój, kazać raczy,

Aby muru nie kończono.


CZEŚNIK


w oknie

Tak jest, każę, bo mam prawo.

Dalej naprzód, dalej żwawo!


Śmigalski posuwa się naprzód, Papkin, który był wyszedł, znowu się cofa za róg domu.

REJENT


Jakie prawo?


CZEŚNIK


Jak kupiono

Mur graniczny, tak zostanie.


REJENT


Ależ luby, miły panie,

To szaleństwo z waszej strony —

I mur będzie naprawiony.


CZEŚNIK


Wprzódy trupem go zaścielę.


REJENT


do mularzy

Kończcie śmiało, przyjaciele,

Gardźcie ze mną próżnym krzykiem.


CZEŚNIK


Chcesz więc bójki?


REJENT


Mój Cześniku,

Mój sąsiedzie, luby, miły,

Przestań też być rozbójnikiem.


CZEŚNIK


Co! jak! — Żwawo! bij, co siły!


Śmigalski ze swoimi ludźmi wstępuje na mur, mularze cofają się tak, że bójka zostaje zakryta częścią muru całego.

REJENT


Panie majster — ja w obronie.

Nic się nie bój — niechaj bije,

Kiedy go tam swędzą dłonie.

Dobrze! dobrze! — po czuprynie —

Ot-tak — lepiej! — co się wlezie! —

Nic się nie bój! — niechaj bije,

Niechaj bije! świat nie zginie!

Ja Cześnika za to skryję,

Gdzie nie widać ziemi, nieba[51]!


CZEŚNIK


wołając za siebie

Hej! Serwacy! daj gwintówkę[52],

Niechaj strącę tę makówkę —

Prędko!


Rejent zamyka okno.

CZEŚNIK


Ha, ha! fugas chrustas[53].

No, Śmigalski! dosyć będzie,

Daj półzłotka albo złoty

Baserunku[54]dla hołoty,

Ale zabierz im narzędzie.

Dosyć, dosyć na dziś będzie.

zamyka okno


Po odejściu wszystkich Papkin obejrzawszy się, że już nie ma nikogo, mówi ku murowi.

PAPKIN


sam

Ha! hultaje, precz mi z drogi,

Bo na miazgę was rozgniotę —

Nie zostanie jednej nogi —

A mam diablą dziś ochotę!

Wielu was tam? chodź tu który!

Nie wylezie żaden z dziury?

O wy łotry! o wy tchórze!

Jutro cały zamek zburzę.


SCENA ÓSMA

Papkin, Wacław

WACŁAW


stanąwszy tuż za nim

Jutro?


Papkin zdejmuje kapelusz.


Mamże wracać w progi,

Które pewnie z przyszłą dobą

Zrówna z ziemią wyrok srogi? —

Wolę jeńcem iść za tobą!


PAPKIN


wkładając kapelusz na bakier

Pardon[55]mówisz?


WACŁAW


Pardon, panie.


PAPKIN


Znasz me męstwo?


WACŁAW


Jak zły szeląg.


PAPKIN


Boisz mnie się!


WACŁAW


Niesłychanie!


PAPKIN


Pójdziesz za mną?


WACŁAW


Pójdę, panie.


PAPKIN


Któż ty jesteś?


WACŁAW


Jestem, panie.


PAPKIN


Lecz czym jesteś?


WACŁAW


Czym ja jestem?

Jestem… jestem…


PAPKIN


chwytając za broń

Cóż to znaczy!


WACŁAW


…Komisarzem mego pana.


PAPKIN


Co? Rejenta?


WACŁAW


Nie inaczéj.


PAPKIN


Czy to, proszę, rzecz słychana!

Ledwie szlachcic na wioszczynę

Z pękiem długów się wydrapie —

Już mieć musi komisarza.

Dziw się potem, gdy się zdarza,

Że wołają: „Sto tysięcy!

Kto da więcéj!”[56]A jak krzykną po raz trzeci,

Jakby z procy szlachcic leci

I do swego komisarza

Idzie w służbę za szafarza[57].

Ale chodźmy.

na stronie

Cześnikowi

Wielką radość jeńcem sprawię,

I zapewne do mnie powié,

Gdy mu zdobycz mą przedstawię:

„Niechaj Klara twą zostanie.”

Chodź, mój jeńcze.


WACŁAW


Idę, panie.


AKT DRUGI

Pokój jak na początku aktu pierwszego. Cześnik siedzi przy stoliku.

SCENA PIERWSZA

Cześnik, Papkin wchodzi, za nim Wacław, który zostaje przy drzwiach.

PAPKIN


rzucając się w krzesło

A bierz licho takie znoje!

Ledwie idę, ledwie stoję —

Ależ bo to było żwawo!

Diablem gromił w lewo, w prawo —

Ledwie żyję. — Każ dać wina,

A starego. — Wyschła ślina —

Pot strugami ciecze z czoła —

Któż me dzieła pojąć zdoła!


CZEŚNIK


Ja, bom widział.


PAPKIN


Ha! widziałeś? —

Gracko? —


CZEŚNIK


Gracko — z tyłu stałeś.


PAPKIN


Z tyłu, z przodu, nic nie znaczy,

Dobry rycerz wszędzie straszny.


CZEŚNIK


Ta bezczelność…


PAPKIN


Nie inaczéj,

Bezczelności trzeba było,

Aby walczyć z taką siłą.


CZEŚNIK


Waszeć kłamiesz, mocium panie…


PAPKIN


Tylko słuchaj, słuchać warto:

Chciałem zdobyć rusztowanie,

Lecz skoczyłem tak zażarto,

Żem się znalazł z drugiej strony,

Przyciśnięty, otoczony

Mularzami, pachołkami,

Hajdukami, pajukami[58],

A — kroć kroci! Jak się zwinę!

Jak dwóch chwycę za czuprynę!

Dalej żwawo młynka z niemi —

Jak cepami wkoło młócę.

Ile razy się obrócę,

Po dziesięciu ich na ziemi.

Tak mi rosła wciąż mogiła,

A gdy z murem równa była,

Otworzyłem obie dłonie

I stanąłem na tej stronie.

Lecz co jeszcze…


CZEŚNIK


Tfy! do czarta!…


PAPKIN


Podziwienia rzecz jest warta,

Że uniosłem z sobą jeńca —

Teraz, panie, czekam wieńca[59].


CZEŚNIK


spostrzegłszy Wacława

Cóż to znaczy?


PAPKIN


ocierając czoło

Komisarza

Pana Milczka w jasyr[60]wziąłem.


CZEŚNIK


A to po co? — jakim czołem?


PAPKIN


Ja zabieram, co się zdarza.


CZEŚNIK


do Wacława

Waszeć z Bogiem ruszaj sobie

I uwiadom swego pana,

Że jak w jakim bądź sposobie

Mnie zaczepka będzie dana,

To mu taką fimfę[61]zrobię,

Iż, nim rzuci wkoło okiem,

Wytnie kozła[62]pod obłokiem. —

Waść się wynoś szybkim krokiem.


PAPKIN


Poświęć się tu czyjej sprawie!

Walcz jak Achil[63], radź jak Kato[64],

Pozazdroszczą twojej sławie

I sto czartów dadzą za to.


WACŁAW


do Cześnika

Przebacz, panie, słów niewiele,

Które wyrzec się ośmielę:

Jesteś gniewny na sąsiada,

Że ci czasem na zawadzie…


CZEŚNIK


Czasem? — Zawsze!


WACŁAW


On powiada…


CZEŚNIK




Niech nie słyszę o tym gadzie.


WACŁAW


Czy nie byłoby sposobu,

Ustąpiwszy ze stron obu,

Zapomniawszy przeszłe szkody,

Do sąsiedzkiej wrócić zgody?


CZEŚNIK


Ja z nim w zgodzie? — Mocium panie,

Wprzódy słońce w miejscu stanie!

Wprzódy w morzu wyschnie woda,

Nim tu u nas będzie zgoda!


WACŁAW


Dzisiaj umysł niespokojny

Za porywczo sąd wyrzeka…


CZEŚNIK


Od powietrza, ognia, wojny,

I do tego od człowieka,

Co się wszystkim nisko kłania,

Niech nas zawsze Bóg obrania.


WACŁAW


Lepiej nisko niż nic wcale.


CZEŚNIK


Brednia!


WACŁAW


Ale…


CZEŚNIK


Nie ma ale!


WACŁAW


Nie broń, panie, mieć nadziei…


CZEŚNIK


Bronię, do kroć sto tysięcy!

I niech o nim nie wiem więcej,

Ni o jego

ironicznie zmierzając do Wacława

kaznodziei[65],

Bo się obom, mocium panie,

Jakem szlachcic, co dostanie.

Odchodzi w drzwi środkowe


SCENA DRUGA

Papkin, Wacław

PAPKIN


Diabeł pali w tym Cześniku.


WACŁAW


Chcieć ich zbliżyć czasu szkoda.


PAPKIN


Mało zysku, dużo krzyku.


WACŁAW


Tych dwóch ludzi — ogień, woda.


PAPKIN


Cóż, paniczu, będzie z nami?


WACŁAW


Ha, zostanę tu w niewoli.


PAPKIN


Brałem jeńców tysiącami,

Co zawiśli od mej woli;

Bom lat dziesięć toczył boje,

Gdzie się lały krwawe zdroje,

Tak, że wkoło na mil cztery

Jak czerwone było morze. —

Tam zyskałem i ordery,

I tytuły, i honory;

Ale tego być nie może.

Zbyt to szczytne dla nas wzory;

Dziś utarczka jest igraszką,

A twa wolność będzie fraszką.


WACŁAW


Ja w niewoli tu zostanę.


PAPKIN


Prawo wstrzymać jest mi dane,

Alem zawsze był wspaniały,

Przyjmę zatem okup mały.


WACŁAW


Ja w niewoli zostać muszę.


PAPKIN


Znaj więc wielką moją duszę:

Jesteś wolny — idź do diaska.

A za wolność dasz, co łaska.


WACŁAW


Ja zostanę tu w niewoli.


PAPKIN


Ale Cześnik nie pozwoli.


WACŁAW


Kto mnie ujął, niech mnie trzyma.


PAPKIN


Ale, bratku, sensu nié ma[66];

Nie daj grosza, a idź sobie.


WACŁAW


I pół kroku stąd nie zrobię.


PAPKIN


Idź, bom gotów użyć broni.


WACŁAW


zawsze z flegmą[67]

A ja tylko własnej dłoni.


PAPKIN


na stronie

Cóż za człowiek, u kaduka!

Samochcący guza szuka

I mnie jeszcze go nagoni.

do Wacława

Bój się Boga — idź do czarta.


WACŁAW


Nie, nie pójdę — tu zostanę.


PAPKIN


A to jakaś ćma uparta!


WACŁAW


pokazując na sakiewkę

Ale patrz no, bratku, co to?


PAPKIN


Brzęknij tylko.


WACŁAW


Złoto?


PAPKIN


Złoto.


WACŁAW


Będzie twoim.


PAPKIN


Niech pan siada.


WACŁAW


Ale darmo nikt nie daje.


PAPKIN


Wielka prawda! — Cóż wypada,

Abym zrobił? Gdyż zostaję

W położeniu arcyciasnym:

Za procentem[68]moim własnym

Trzeba jeździć jak w konkury,

A w kieszeni, panie bracie,

Albo pustki, albo dziury.


WACŁAW


Kocham Klarę.


PAPKIN


na stronie

Otóż macie!


WACŁAW


I chcę zostać tu przy Klarze.


PAPKIN


To źle.


WACŁAW


chowając sakiewkę

Czy źle?


PAPKIN


zatrzymując mu rękę

Niekoniecznie,

Ale Cześnik w tym zamiarze

Będzie pewnie działać sprzecznie.


WACŁAW


Niechaj nie wie.


PAPKIN


Jak się dowie?


WACŁAW


Niech mnie przyjmie.


PAPKIN


Trudno będzie.


WACŁAW


brzęcząc złotem

Tu początek, koniec w głowie.


PAPKIN


A jak Cześnik na mnie wsiędzie[69]?


WACŁAW


Nic nie znaczy.


PAPKIN


Ba! jak komu.

wzruszając głową

I dla Klary — komisarza.


WACŁAW


Jestem Wacław.


PAPKIN


Syn Rejenta!

O dla Boga! I w tym domu!

Waszmość obu nas naraża,

Oba idziem na praszczęta[70].


Wacław brzęknął sakiewką.


Brzęczy pięknie…


WACŁAW


Miej za dane,

Jeśli w służbie tu zostanę.


PAPKIN


Ha! spróbuję…

chce wziąć sakiewkę


WACŁAW


odsuwając

Później nieco —

Lecz pamiętaj, że z mej wieży

Szybko kulki na dół lecą —

Fiut z wiatrówki — Papkin leży…

Gdyby zdradzić chęć go jęła.


PAPKIN


W skrytym toku tego dzieła

Tak postąpię, jak należy,

Nie zważając na przymówkę.

Ale, Waciu, jak mnie kochasz,

Dzisiaj jeszcze spal wiatrówkę.


WACŁAW


Nie trać czasu.


PAPKIN


Idę, idę.

na stronie

Diabeł nadał tryumf taki!

Coraz głębiej włażę w biédę.

W moim jeńcu mam rywala —

Przykro z bliska — gorzej z dala —

Tamten zamknie, ten zastrzeli —

A bodaj cię diabli wzięli!

wracając ode drzwi

A sakiewka?


WACŁAW


Zostać może.


PAPKIN


W samej rzeczy?


WACŁAW

Nie inaczéj.

Papkin wychodzi środkowymi drzwiami.

SCENA TRZECIA

Wacław, Klara

KLARA


Co wyrabiasz, o mój Boże!

Trzeba by mi być w rozpaczy,

Żebym tylko czasu miała.


WACŁAW


Co się stało? co się dzieje?


KLARA


Jeszcze mi się w oczy śmieje!

Ja wiem wszystko, bom słuchała —

Chcesz tu zostać.


WACŁAW


Cóż w tym złego?


KLARA


Miej rozsądek.


WACŁAW


Cóż mi z niego?

Kiedy już jest dowiedzione,

Że rozsądku zwykłą drogą

Niezawodnie połączone

Losy nasze być nie mogą.

Po cóż w dawnej trwać kolei[71]?

Dalej żwawo manowcami,

Gdzie zadnieje brzask nadziei,

Gdzie mniej ciemno jest przed nami!

Nie rzucajmy na bok okiem,

Bo przepaści pewnie wkoło,

Ale w niebo wzniósłszy czoło,

Śmiałym naprzód idźmy krokiem.

A jeżeli stałość będzie

Towarzyszyć w naszym pędzie,

Mimo sporu, przeszkód wielu

Dojdziem przecie kiedyś celu.


KLARA


Dobrze mówisz, idźmy śmiało!

Prostą drogą zyszczym mało,

Przekonałeś, przyjacielu;

Lepiej mówisz niż dziś rano,

Gdyś ucieczkę z sobą radził.

Ale nużby cię poznano?

Nużby Papkin ufność zdradził?


WACŁAW


Nie patrz w przepaść, moja droga,

Tu do serca nachyl skronie:

Prędko zniknie każda trwoga,

Gdy w miłości wzrok utonie.


KLARA


Zostań zatem w imię Boże,

Masz ode mnie pozwolenie.


WACŁAW


Twoje, Klaro, nie pomoże,

Lubo z życiem równie cenię.


KLARA


I do stryja trafim może,

A to wolą Podstoliny.

Bo wiedz, iż w tej właśnie chwili

Miłość sobie oświadczyli —

Ona skromna, raczka spiekła,

Ale rączkę mu przyrzekła.

Ująć ci ją łatwo będzie,

Pochlebiając w każdym względzie.

Chwal bez miary rozum, cnoty,

Piękność, kształtność jej osoby,

A czym zechcesz, w naszym domu

Tej zostaniesz jeszcze doby.


WACŁAW


Z komisarza na pisarza!

Zły coś pozór stąd wynika!

Ależ znowu, wszak się zważa

Honor służby u Cześnika.


KLARA


Biegnę, powiem Podstolinie,

Że ktoś z prośbą tu ją czeka.

podając mu rękę

Miej nadzieję — złe przeminie —

Chwila szczęścia niedaleka.

odchodzi w drzwi prawe


SCENA CZWARTA

WACŁAW


Przed godziną z trwogi mdleje,

Za godzinę — wzorem męstwa.

To nie widzi podobieństwa,

To ma więcej niż nadzieję. —

O płci piękna, luba, droga!

Twoja radość, twoje żale

To jeziora lekkie fale:

Jedna drugą ciągle ściga,

Ta się schyla, ta się dźwiga,

Ale zawsze w blasku słońca,

Zawsze czysta i bez końca! —

A my dumni władcy świata,

Mimo siebie pochwyceni,

Za tym cieniem, co ulata,

Całe życie, z chwili w chwilę,

Przepędzamy jak motyle.


SCENA PIĄTA

Wacław, Podstolina z drzwi prawych.

PODSTOLINA


Gdzież suplikant[72]? — O cóż prosi?


WACŁAW


z niskim ukłonem

Tu jest natręt.


PODSTOLINA


Ty młodzianie?


WACŁAW


jeszcze nachylony

Zbyt się winnym może stanie,

Iż tak śmiało wzrok podnosi…

Ha!


PODSTOLINA


Co widzę!


WACŁAW


po krótkim milczeniu

Anna!


PODSTOLINA


Wacław!


WACŁAW


z pomieszaniem

Nie wiem wprawdzie…


PODSTOLINA


To spotkanie!…


WACŁAW


Ty więc jesteś Podstoliną?


PODSTOLINA


Nie wiedziałżeś?


WACŁAW


jak wprzódy

Przed godziną…

na stronie

Co tu mówić! — z jakiej roli? —


PODSTOLINA


Nie wiedziałżeś, że podstoli

Czepiersiński, mąż mój trzeci,

Niech nad duszą Bóg mu świeci,

Zaślubiwszy mnie na wiosnę,

Już w jesieni leżał w grobie?


WACŁAW


Tak, tak, przypominam sobie.


PODSTOLINA


Oddał ducha na mym łonie.


WACŁAW


roztargniony

Oddał? — tak, tak, oddał pewnie.


PODSTOLINA


Zapłakałam zrazu rzewnie:

Nie mieć męża mocno boli;

Lecz i smutek w czasie tonie.


WACŁAW


roztargniony

Więc utonął pan Podstoli…


PODSTOLINA


Któż powiada?


WACŁAW


Nie powiada?

Dobrze. — Zatem odejść muszę.


PODSTOLINA


zatrzymując go

Co on myśli? co on gada?

Ty szalejesz, na mą duszę!


WACŁAW


To być może.


PODSTOLINA


czule

Ja cię zwiążę,

Ja cię zamknę, drogi książę.


WACŁAW


Ach, nie powtórz tego słowa!

Patrz, jak wstydem cały płonę

Za studenckie przewinienia.

Ni tytułu, ni imienia

Wacław dalej nie zachowa.

Bo te były —


PODSTOLINA


Cóż?


WACŁAW


Zmyślone.


PODSTOLINA


Wszystko?


WACŁAW


Wszystko, co do joty.


PODSTOLINA


I nie księciem?


WACŁAW


Ani trochę.


PODSTOLINA


Cóż za powód?


WACŁAW


Myśli płoche,

Szał młodości — chęć pustoty —

Jednym słowem, coś bez celu

Jak to każde głupstwo prawie.


PODSTOLINA


Ależ miłość twa, Wacławie?


WACŁAW


na stronie

Siedźże teraz w wilczym dole[73]!


PODSTOLINA


Ten rumieniec na twym czole

Jak tłumaczyć? — Ja czekałam,

W całej Litwie cię szukałam,

Lecz o księciu Radosławie

Nikt nie wiedział, nie mógł wiedzieć.


WACŁAW


Byłem… młody…


PODSTOLINA


powtarzając ironicznie

„Byłem młody?”

Ale biegły w swojej sztuce.


WACŁAW


Tego nie wiem.


PODSTOLINA


Są dowody.


WACŁAW


A to jakie?


PODSTOLINA


Twoja zdrada.


WACŁAW


Żem się zmienił, być to może;

Trudnoż kochać nieustannie!

Lecz gdy karcić mnie wypada,

Cóż przystoi zmiennej Annie? —

Nie szukałaś zbyt daleko,

Nie czekałaś czas zbyt długi —

Podstolemu spadło wieko,

Już ci Cześnik na usługi,

I niech dzisiaj Cześnik ziewnie,

Jutro krajczy będzie pewnie[74].

Ja wyrzutów ci nie robię,

Owszem, owszem, szczęść ci Boże,

Lecz co czynić wolno tobie,

Niechże każdy czynić może.

Gdym więc zmieniał czucia moje,

Szedłem tylko w twoje ślady;

I zdradzaliśmy oboje,

Lub też wcale nie ma zdrady.


PODSTOLINA


Jestem wdową, mój Wacławie.


WACŁAW


Ja żonaty jestem prawie.


PODSTOLINA


Któż ty jesteś, ty zbyt znany?


WACŁAW


Wacław Milczek.


PODSTOLINA


Syn Rejenta?!

Tu, w tym domu…


WACŁAW


kończąc

Zabłąkany.


PODSTOLINA


Jestem trwogą wskróś przejęta —

W oczach ciemno — serce bije —

Jak cię Cześnik tu odkryje!…

Jak rywala pozna w tobie!…


WACŁAW


Ach, nie znajdzie go już we mnie.


PODSTOLINA


Nie zapieraj się daremnie:

Wszak błagałeś Podstolinę,

By do ciebie wyjść raczyła.

Czegóż żądasz?


WACŁAW


Niechaj zginę,

Jeśli sam wiem. — Bywaj zdrowa!


PODSTOLINA


zatrzymując go

Zawsze jeszcze dawna głowa!

Stój, nie odchodź!


WACŁAW


na stronie

Ach, Papkinie,

Wziąłeś, wziąłeś mnie w niewolę!


PODSTOLINA


Tyś kochany był jedynie;

Nad sto książąt ciebie wolę! —

Do mych komnat chodź w ukrycie,

Tam bezpieczny będziesz, luby,

Bo cię broni moje życie,

Bo z obrony szuka chluby.


SCENA SZÓSTA

Podstolina, Wacław, Klara z drzwi prawych.

WACŁAW


ujrzawszy Klarę, boleśnie

Ach!


KLARA


wesoło

I cóż?


PODSTOLINA


To jest…


WACŁAW


Nic nié ma…


KLARA


do Podstoliny

Czegóż żąda?


PODSTOLINA


na stronie

Co powiedzieć?


KLARA


na stronie

Dobrze idzie — już z nim trzyma.

głośno

Nie powinnam może wiedzieć?


WACŁAW


O, dlaczego!


PODSTOLINA


Wielkiej wagi

Jest interes jegomości,

Działać trudno bez rozwagi.

Zatem, proszę, nie mów słowa,

Że o jego wiesz bytności —

Później całą rzecz wyłuszczę.


WACŁAW


cicho do Podstoliny

Ja odejdę.


PODSTOLINA


podobnież

Ja nie puszczę.

głośno

Proszę z sobą waszmość pana!

Jego sprawa zawikłana,

Muszę przejrzeć dokumenta.

do Klary, całując ją w czoło

A Klarunia niech pamięta

Nie powiadać nic nikomu.


KLARA


Nikt się w tym nie dowie domu.


PODSTOLINA


Bo nad miarę nam zaszkodzi;

Później powiem, o co chodzi.

odchodzi kiwnąwszy na Wacława, który ze spuszczoną głową odchodzi za nią w drzwi prawe


KLARA


sama

Śmieszniejszego cóż być może,

Jak gdy zwodzić chce zwiedziony!

Ach, jak Wacław w swej pokorze

Zdał się wzywać jej obrony!

Ledwiem, ledwie śmiech wstrzymała,

Ale hola, hola, panno!

Do tryumfu nie masz prawa;

Choć początek dobry miała,

Nie wygrana przeto sprawa.


SCENA SIÓDMA

Klara, Papkin

PAPKIN


Jak w dezertej[75]Arabiji

Złotosiejny wzrok Febowy[76]

Niesie skwarem śmierć liliji,

Aż nakłoni białej głowy;

A zebrana na błękicie

Płodorodna kropla rosy

Wraca zwiędłej nowe życie

I unosi pod niebiosy —

Równo-władna, równo-czynna

Prezencyja[77]twoja miła,

Starościanko miodopłynna,

z ukłonem

Dla twojego sługi była.

Jużem bliski był zwiędnienia,

Gdy twe oko wszystko zmienia.

Oby kiedyś dały bogi,

Abym niosąc odwet[78]drogi,

Nim czas raźniej machnie kosą[79],

Był twym żarem, był twą rosą.

ukłon głęboki


KLARA


ironicznie całą tę scenę, oddając niski ukłon

Równie z rytmu[80]jak z oręża

Tak sławnego dostać męża

Jest zaszczytem białogłowy[81];

Ale każdy dziś młodzieniec

Miłosnymi, czczymi słowy

Zwykł przeplatać ślubny wieniec,

Trudno zawsze dawać wiarę.


PAPKIN


Czyż nie wierzyć, wielkie nieba!

Że się kocha piękną Klarę?

Czyliż na to przysiąg trzeba?


KLARA


Że się kocha — nie potrzeba;

A że zawsze równie będzie

I przysięga nic nie znaczy.


PAPKIN


Ach, na serca mego grzędzie

Niech twe ziarnko bujać raczy:

A zadatek ten twój mały

Puści korzeń wiecznotrwały.


KLARA


W dawnych czasach rycerz prawy,

Lubo zdobion wieńcem sławy,

Lubo staczał krwawe boje,

Nim oświadczył miłość swoję —

Ku czci drogiej swej kochanki

W turniejowe wjeżdżał szranki[82],

Tam na kopią dzielnie gonił,

Po dziesięciu zsadzał z koni,

I dopiero gdy się skłonił

Wziąć nagrodę z lubej dłoni,

Błagał, aby sercu miła

Kochać mu się pozwoliła —

By mu wolno pod jej barwą

Kruszyć kopie, miecze ścierać,

Dla niej tylko żyć, umierać!


PAPKIN


Z tego stroju i z tej broni

Marsowego znać piastuna[83],

Co w rycerskiej zbiegł pogoni

Od bieguna do bieguna.

Oby moja Artemiza,

Światu groźne to żelazo,

Krwią jak gąbka napęczniałe,

Przemówiło choć tą razą

Wam na wiarę, mnie na chwałę —

z coraz większym zapałem

Gdzie na skale gród kamienny,

Gdzie działami mur brzemienny,

Gdzie bagnetów ostre wały,

Gdzie sklepienie z dzid i szabli —

Tam był Papkin — lew zuchwały!

Strzelec boski! — rębacz diabli!

Jęk, szczęk, krzyk, ryk, śmierć dokoła —

Tu bezbronny pardon woła,

Tu dziewica ręce łamie,

Matka płacze, dziecię kwili,

Ale spada moje ramię:

Ci, co żywi, już nie żyli.


Klara parska śmiechem.


Przebacz zapał zgrozo-krwawy

Rycerskiego uniesienia,

Ale widzisz: dość mam sławy,

Brak mi tylko pozwolenia,

Bym w fortunnych stanął rzędzie,

Których celem Klara będzie.


KLARA


Więc zezwalam.


PAPKIN


klękając

Przyjmij śluby…


KLARA


Hola! teraz lata próby,

W nich dowody posłuszeństwa,

Wytrwałości i śmiałości.


PAPKIN


O królowo wszechpiękności!

Ornamencie[84]człowieczeństwa!

Powiedz: „W ogień skocz, Papkinie” —

A twój Papkin w ogniu zginie.

wstaje


KLARA


Nie tak srogie me żądanie:

Klejnot rycerskiego stanu

Pastwą ognia nie zostanie.

Lecz powtarzam waszmość panu:

Posłuszeństwa, wytrwałości

I śmiałości żądam próby.


PAPKIN


W każdej znajdę powód chluby.


KLARA


Posłuszeństwa chcąc dać miarę

Milczeć trzeba sześć miesięcy.


PAPKIN


Nic nie gadać?


KLARA


Tak — nic więcéj.

Wytrwałości zaś dam wiarę,

Gdy o chlebie i o wodzie…


PAPKIN


Tylko, przebóg, niezbyt długo.


KLARA


Rok i dni sześć.


PAPKIN


boleśnie

Jestem w grobie…

z ukłonem

Ale zawsze twoim sługą.


KLARA


Zaś śmiałości — w tym sposobie

Da mi dowód, kto dać zechce:

W oddalonej stąd krainie

Jadowity potwór słynie,

Najmężniejszym trwogą bywa,

Krokodylem się nazywa.

Niech go schwyci i przystawi,[85]

Moje oko nim zabawi;

Bom ciekawa jest nad miarę

Widzieć żywą tę poczwarę.

To jest wolą niewzruszoną —

A kto spełni, co ja każę,

Ten powiedzie przed ołtarze,

Tego tylko będę żoną.

ukłoniwszy się, odchodzi w drzwi prawe


SCENA ÓSMA

PAPKIN


po długim milczeniu

Krrrokodyla!

ironicznie

Tylko tyle!

Co za koncept, u kaduka!

Pannom w głowie krokodyle,

Bo dziś każda zgrozy szuka.

To dziś modne, wdzięczne, ładne,

Co zabójcze, co szkaradne! —

Dawniej młoda panieneczka

Mile rzekła kochankowi:

„Daj mi, luby, kanareczka” —

A dziś każda swemu powié[86]:

„Jeśli nie chcesz mojej zguby,

Krrokodyla daj mi, luby!”

po krótkim milczeniu

Post, milczenie — wszystko fraszka,

Straży przy mnie nie postawi. —

Ale potwór nie igraszka,

Czart, nie Papkin go przystawi.

idzie ku drzwiom prawym i spotyka się z wybiegającym Wacławem

Ha!


WACŁAW


Co?


PAPKIN


Nic.


WACŁAW


rzucając mu sakiewkę

Masz — milcz, bo wiesz!


PAPKIN


chwytając sakiewką

Wiem.


Wacław odchodzi. Po krótkim milczeniu.


Wiem? — Nic nie wiem! — Czy zostaje,

Czy odchodzi, za co daje,

Nie wiem wcale. — Wiem, że złoto,

Wiem, że dając zrobił ładnie,

Ale nie wiem, od Cześnika

Czy mi na kark co nie spadnie. —

Wiem, jak zdradzę zalotnika,

Że z wiatrówki dmuchnąć gotów,

Ale nie wiem, nie wiem wcale,

Czy na końcu z tych obrotów

Od Cześnika łeb ocalę. —

Wiem i nie wiem — sprawa diabla:

Tutaj kulka, a tu szabla —

Jednak dobrze rzekł pan Benet:

podrzucając sakiewkę

Beatus, qui tenet[87].


SCENA DZIEWIĄTA

Papkin, Cześnik z drzwi środkowych.

CZEŚNIK


Winszuj, waszmość, mi sukcesu!

Dzisiaj moje zrękowiny[88]:

Już finalnie[89], bez regresu[90]

Słowom dostał Podstoliny.


PAPKIN


Ja wiem, jak to przyszło drogo:

Wszak ci moją to robotą.


CZEŚNIK


O! waściną! — Patrzcie no go!

Mnie się waszeć pytaj o to.

oglądnąwszy się[91]

Tak mi się tam w dobrą chwilę

Nawinęła snadnie[92], mile,

Dała zezek, umizg taki,

Żem posunął w koperczaki. —

Ona daléj w ceregiele —

Ni siak, ni tak, tędy, siędy,

A ja sobie coraz bliżej,

Śród chychotek, śród gawędy

Bliżej… bliżej… cmok! nareszcie —

dobrodusznie

A! zrobiłem wstyd niewieście;

Jak alkiermes[93]wskróś spłonęła —

Mnie konfuzja[94]ogarnęła —

Tak że wziąwszy za pas nogi,

Chciałem drapnąć za trzy progi. —

Wtedy ona, mocium panie,

Zawołała: „Stój, Macieju —

Niech się twoja wola stanie,

Ja przyjmuję ją w pokorze —

Masz ten pierścień — szczęść nam Boże!”


PAPKIN


Daj go kaci! wielka sztuka!


CZEŚNIK


w złości

Z rewerencją[95], u kaduka,

Bo…

wskazuje drzwi


PAPKIN


A zawsześ w gniewie skory.

Jakie by to były spory,

Gdybym nie miał krwi zimniejszej —

Ale mówmy o ważniejszej

Teraz rzeczy.


CZEŚNIK


Ja tak radzę.


PAPKIN


Ów młodzieniec od Rejenta,

Co mnie długo popamięta,

Bardzo prosi, czy nie może

Przy waszmości zostać dworze.

Zdatny, zwinny, wierny będzie,

Lecz co z tego?

tajemnie

Mówią wszędzie,

Że za kołnierz nie wyleje[96].


CZEŚNIK


Nie wyleje czy wyleje —

Miejsca u mnie nie zagrzeje:

Bo nie będę z ziemi zbierał,

Co Milczkowi z nosa spadnie…

Chyba gdyby się opierał,

Chciał zatrzymać samowładnie,

Wtedy przyjmę na przekorę.

Będziesz mógł to poznać snadnie,

Bo imprezę inną biorę[97]:

Za dzisiejszą mą swawolę

I że w murze gdzieś tam dziura,

Gotów pieniać[98]mnie szlachciura —

Więc krzyżową[99]skończyć wolę,

Pójdziesz wyzwać, mocium panie;

Circa quartam[100]i niech mi stanie

U trzech kopców w Czarnym Lesie,

do siebie

Jak mu utnę jedno ucho,

A czej[101]z drugim się wyniesie!


PAPKIN


Lepiej pisać.


CZEŚNIK


A, broń Boże!

Tam objaśnień, tam namowy,

Tam potrzeba tęgiej głowy.


PAPKIN


Muszę przyznać się waszmości:

Od ostatniej mej słabości

Tak zgłupiałem!


CZEŚNIK


To być może.


PAPKIN


Zatem…


CZEŚNIK


Wykręt nie pomoże.


PAPKIN


Miejże, człeku, Boga w duszy,

Nie wysyłaj nieboraka;

Nim mu w lesie utniesz uszy,

Mnie tam spotka hańba jaka —

Wszakżeś mówił dzisiaj rano:

„Miłe mi jest jeszcze życie,

Gotów otruć, zabić skrycie.”


CZEŚNIK


Skrycie — nie, na boskim świecie!


PAPKIN


niekontent

Ej tam, co tam!


CZEŚNIK


Tać ci przecie

Mnie pod nosem łba nie utnie.


PAPKIN


Diabeł nie śpi.


CZEŚNIK


Bałamutnie!


PAPKIN


pokazując powieszenie

A nużby mnie…


CZEŚNIK


grożąc

Niech spróbuje!

Taką bym mu kurtę skroił!


PAPKIN


Diabliż mi tam po tej kurcie,

Jak zadyndam gdzie na furcie.


CZEŚNIK


głaszcząc go

Wiesz co, Papciu — spraw się ładnie,

A w kieszonkę grubo wpadnie.

całuje go w czoło i odchodzi w drzwi lewe, Papkin, ze skrzywioną twarzą i kiwając głową, w drzwi środkowe


AKT TRZECI

Pokój Rejenta.

SCENA PIERWSZA

Rejent siedzi przy stoliku i pisze. Dwóch mularzy przy drzwiach stoi.

Rejent, MULARZE

REJENT


Mój majstruniu, mówcie śmiało,

Opiszemy sprawę całą;

Na te ciężkie nasze czasy

Boskim darem takie basy[102].

Każdy kułak spieniężymy:

Że was bito, wszyscy wiemy.


MULARZ


Niekoniecznie.


REJENT


Bili przecie,

Mój majstruniu.


MULARZ


Niewyraźnie.


REJENT


Czegóż jeszcze wam nie stało?

Bo machano dosyć raźnie.


MULARZ


Ot, szturknięto[103]tam coś mało.


DRUGI MULARZ


Któż tam za to skarżyć zechce!


REJENT


Lecz kto szturka, ten nie łechce?


MULARZ


Ha! Zapewne.


REJENT


A więc bije?


MULARZ


Oczywiście.


REJENT


Komu kije

Porachują kości w grzbiecie,

Ten jest bity — wszak to wiecie?

A kto bity, ten jest zbity?

Co?


MULARZ


Ha! dobrze pan powiada,

Ten jest zbity.


REJENT


Więc was zbili,

To rzecz jasna, moi mili.


MULARZ


Ta, już jakoś tak wypada.


REJENT


napisawszy

Skaleczyli?


MULARZ


A, broń Boże!


REJENT


Nie, serdeńko?


MULARZ


Ach, nie.


REJENT


Przecie

Znak, drapnięcie?


MULARZ


pomówiwszy z drugim

Znajdziem może.


REJENT


A drapnięcie, pewnie wiecie,

Mała ranka, nic innego.


MULARZ


Tać, tak niby.


REJENT


Mała, wielka,

Jednym słowem, rana wszelka

Skąd pochodzi?


MULARZ


Niby… z tego…


REJENT


Z skaleczenia.


MULARZ


Nie inaczej.


REJENT


Mieć więc ranę tyle znaczy,

Co mieć ciało skaleczone:

Że zaś raną jest drapnięcie,

Więc zapewnić możem święcie,

Że jesteście skaleczeni,

Przez to chleba pozbawieni.


MULARZ


O! to znowu…


REJENT


Pozbawiony

Jesteś, bratku, i z przyczyny,

Że ci nie dam okruszyny —

pisze

Zatem, zatem skaleczeni,

Przez to chleba pozbawieni,

Z matką — żoną — czworgiem dzieci.


MULARZ


Nie mam dzieci.


DRUGI MULARZ


Nie mam żony.


REJENT


Co? nie macie? — nic nie szkodzi —

Mieć możecie — tacy młodzi.


MULARZ


Ha!


DRUGI MULARZ


Tać prawda.


REJENT


napisawszy

Akt skończony.

Teraz jeszcze zaświadczycie,

Że nastawał na me życie.

Stary Cześnik, jęty szałem,

Strzelał do mnie.


MULARZ


Nie widziałem.


REJENT


Wołał strzelby.


DRUGI MULARZ


Nie słyszałem.


MULARZ


Wołał wprawdzie: „Daj gwintówki!” —

Lecz chciał strzelać do makówki.


REJENT


Do makówki… do makówki…

No, no, dosyć tego będzie —

Świadków na to znajdę wszędzie —

Nie brak świadków na tym świecie,

Teraz chodźcie — bliżej! bliżej! —

Znakiem krzyża podpiszecie. —

Michał Kafar trochę niżej —

Tak, tak — Maciej Miętus — pięknie! —

Za ten krzyżyk będą grosze,

A Cześniczek z żółci pęknie.


MULARZ


Najpokorniej teraz proszę,

Coś z dawnego nam przypadnie.


REJENT


Cześnik wszystko będzie płacił.


MULARZ


Jakoś, panie, to nieładnie…


REJENT


Byleś wasze nic nie stracił.


MULARZ


Tum pracował…


REJENT


popychając ich ku drzwiom

Idźże z Bogiem,

Bo się poznasz z moim progiem.


MULARZ


Tu zapłata, każdy powie…


REJENT


popychając ku drzwiom

Idź, serdeńko, bo cię trzepnę.


MULARZ


we drzwiach

Ależ przecie…


REJENT


zamykając drzwi

Bądźcie zdrowi!

Dobrzy ludzie, bądźcie zdrowi!

wracając

Czapkę przedam, pas zastawię,

A Cześnika stąd wykurzę;

Będzie potem o tej sprawie

Na wołowej pisał skórze[104].

Lecz tajemne moje wieści,

Jeśli wszystkie z prawdą zgodne,

Tym, czym teraz serce pieści,

Najboleśniej go ubodnę.


SCENA DRUGA

Rejent, Wacław

REJENT


Wczas przychodzisz, drogi synu,

Pomówimy słówek parę. —

siada i daje znak synowi, aby usiadł

Z niejednego twego czynu

Niezachwianą wziąłem wiarę,

Iż wstępując w moje ślady,

Pobożności kroczysz drogą;

Że złe myśli, podłe rady

Nigdy zwieść cię z niej nie mogą.

Rade temu serce moje,

Quandoquidem[105]już przy grobie,

Żyję tylko jeszcze w tobie.

ociera łzy

Sekatury[106]— gorzkie znoje,

W nieustannej alternacie[107]

Składam kornie ciebie gwoli[108]

Przy Najwyższym Majestacie;

Bo ja tylko, moje dziecię,

Do fortunnej[109]twojej doli

Aspiruję[110]jeszcze w świecie.


WACŁAW


Łaski ojca dobrodzieja,

Acz nieczęsty, dowód drogi.


REJENT


W tobie jedna ma nadzieja,

Lecz zazdroszczą mi jej wrogi;

Syna z ojcem chcą rozdzielić,

Chcą się smutkiem mym weselić.

Złego ducha pną mamidła,

Twej młodości stawią sidła.


WACŁAW


Nie rozumiem.


REJENT


Nie rozumiesz?

Starościanka…


WACŁAW


Cna dziewica,

Tę ubóstwiać…


REJENT


Skrycie umiesz…


WACŁAW


Jeśli była tajemnica,

To dlatego, żem chciał wprzody[111]

Do sąsiedzkiej skłonić zgody.


REJENT


Mnie z Cześnikiem? — O mój Boże!

Któż jej więcej pragnąć może

Niż ja, człowiek bogobojny.


WACŁAW


Zezwól zatem, abym z Klarą…


REJENT


Być nie może żadną miarą;

Cześnik burda[112], ja spokojny.


WACŁAW


Lecz cóż Klara temu winna,

Że czasami stryj szalony?


REJENT


Czy tam winna, czy niewinna,

Innej waści trzeba żony;

I, serdeńko, będzie inna.


WACŁAW


Ach, mój ojcze, wyrok srogi…


REJENT


Nieodmienny, synku drogi.


WACŁAW


Moja dola, rzekłeś przecie,

Jednym[113]celem na tym świecie.


REJENT


Bóg to widzi i ocenia.


WACŁAW


Ja ją kocham.


REJENT


z uśmiechem

To się zdaje.


WACŁAW


Nie przeżyję rozłączenia.


REJENT


Ja się tego nie przestraszę.


WACŁAW


I przysięgam.


REJENT


surowo

Zamilcz wasze!

ze słodyczą

Co los spuści, przyjąć trzeba:

Niech się dzieje wola nieba. —

Lecz, serdeńko, gdyś tak stały,

Gdzież dawniejsze twe zapały?

Milczysz — jakże?

ironicznie

Nie do wiary,

Jak o wszystkim wie ten stary!


WACŁAW


Młodość… może…


REJENT


Podstolina

Byłaquondam[114]ta jedyna!

Ta wybrana! Ta kochana!

Teraz bawi u Cześnika.


WACŁAW


z pośpiechem

Zaręczona Cześnikowi.


REJENT


Póty temu nie uwierzę,

Póki sama nie odpowié.


WACŁAW


Nie odpowié? Podstolina?


REJENT


Zapytałem ją w tej mierze;

A jeżeli Bóg dozwoli,

Przyjmie rękę mego syna.


WACŁAW


Lecz nie przyjmie syn jej ręki.


REJENT


Syn posłuszny, Bogu dzięki. —

Intercyzę[115]przyłączyłem,

Gdzie dokładnie wyraziłem:

Która zerwać zechce strona,

Ta zapłaci sto tysięcy.


WACŁAW


Moje szczęście warte więcéj.


REJENT


Szczęściem będzie taka żona.


WACŁAW


Wprzód mogiła mnie przykryje…

Lecz i Cześnik jeszcze żyje,

On nas spali w pierwszym pędzie.


REJENT


z flegmą, jak zawsze

Ha! — to Cześnik wisieć będzie.

Niech się dzieje wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba.


WACŁAW


Ojcze!


REJENT


Synu!


WACŁAW


Ostre noże

Topisz w sercu syna twego.


REJENT


Nie ma złego bez dobrego.


WACŁAW


Zmień twój rozkaz.


REJENT


Być nie może.


WACŁAW


rzucając mu się do nóg

Ach, litości!


REJENT


Tę zyskałeś!

Patrz, ja płaczę.


WACŁAW


wstając

Mieć nadzieję?


REJENT


Nie, serdeńko, być nie może.


WACŁAW


Ja z rozpaczy oszaleję.


REJENT


Patrz, ja płaczę… ani słowa! —

Cnota, synu, jest budowa,

Jest to ziarno, które sieje…


Wacław odchodzi. Po krótkim milczeniu.


Jeszcze diable[116]młoda głowa.


SCENA TRZECIA

REJENT


Co skłoniło Podstolinę,

Wdówkę tantną[117], wdówkę gładką,

Za takową iść gadzinę,

To dotychczas jest zagadką;

Ale wątpić nie wypada,

Iż zamienić będzie rada.

prostując się

Acz i starość bywa żwawa,

Wżdy[118]wiek młody ma swe prawa.

Ale Cześnik, gdy postrzeże,

Iż na dudka wystrychnięty,

Może… może… strach mnie bierze,

Apopleksją będzie tknięty…

Niech się dzieje wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba.


SCENA CZWARTA

Rejent, Papkin

PAPKIN


wsuwając się trwożliwie

Wolnoż wstąpić?


REJENT


Bardzo proszę.


PAPKIN


z najniższym ukłonem i nieśmiało

Pana w domu i Rejenta

Widzieć w godnej tej osobie

Chluba wielka, niepojęta

Spada na mnie w tejże dobie,

Jak niemylnie pewnie wnoszę?


REJENT


pokornie

Tak jest — sługa uniżony.

Wolnoż mi się w odwet spytać,

Kogom zyskał honor witać?


PAPKIN


na stronie

Hm! pokorna coś szlachciurka,

Z każdym słowem daje nurka[119]

Niepotrzebne miałem względy.

śmielej

Jestem Papkin.


Rejent wskazuje z ukłonem krzesło na środku stojące. Papkin przypatruje się z uwagą Rejentowi, który jak zawsze z założonymi na piersiach rękoma, nieporuszenie w miejscu stoi. Papkin mówi dalej na stronie.


Jak uważam,

Skończę wszystko bez pomocy.

głośno, wyciągając się na krześle

Jestem Papkin — lew północy,

Rotmistrz sławny i kawaler —

okazując gestem wstęgi orderowe

Tak, siak, tedy i owędy.

Mądry w radzie, dzielny w boju,

Dusza wojny, wróg pokoju.

Znają Szwedy, muzułmany,

Sasy, Włochy i Hiszpany

Artemizy ostrze sławne

I nim władać ramię wprawne.

Jednym słowem, krótko mówiąc,

Kula ziemska zna Papkina —

Teraz, bratku, daj mi wina.


REJENT


po krótkim wahaniu, na stronie

Nemo sapiens, nisi patiens[120].


Dostaje butelkę spod stolika kilimkiem nakrytego, patrzy w nią do światła, nalewa lampeczkę i podaje Papkinowi, który mówi, co następuje.

PAPKIN


na stronie

O! Brat szlachcic tchórzem podszyt! —

Po zleceniu od Cześnika

Może sobie udrę łyka[121].

nakrywa głowę — pije

Cienkusz![122]

pije

deresz[123]!

pije


REJENT


na stronie

Nadto śmiało.


PAPKIN


Istna lura, panie bracie,

Cóż, lepszego tu nie macie?


REJENT


Wybacz, waszmość, lecz nie stało.


PAPKIN


Otóż to jest szlachta nasza!

ze wzgardą

Siedzi na wsi — sieje, wieje —

Zrzędzi, nudzi, gdera, łaje.

A dać wina — to nie staje.

idzie do stolika, nalewa sobie. Rejent nieporuszony prowadzi go oczyma

Albo jeśli przyjdzie flasza,

Samą maścią[124]już przestrasza;

Potem prosi: „Jeśli łaska” —

Nie proś, nie nudź, hreczkosieju[125],

A lepszego daj, u diaska!


REJENT


Ależ mości dobrodzieju…


PAPKIN


pijąc

Mętne, kwaśne nad pojęcie —

Istna lura, mój Rejencie!


REJENT


na stronie

Cierpliwości wiele trzeba;

Niech się dzieje wola nieba.


PAPKIN


Zwiedź piwnice wszystkie moje,

Gdzie z pół świata masz napoje,

Gdzie sto beczek stoi rzędem!

Jeśli znajdziesz co takiego,

Dam ci, bratku, konia z rzędem.


REJENT


z ukłonem

Pozwól spytać, panie drogi,

Gdyż nie znana mi przyczyna,

Co w nikczemne moje progi

Marsowego wiedzie syna?


PAPKIN


rozpierając się na krześle przy stoliku

Co? Chcesz wiedzieć?


REJENT


Proszę o to.


PAPKIN


Więc staję tu, wiedz, niecnoto,

Z strony jaśnie wielmożnego

Cześnika Raptusiewicza,

Co go ranka dzisiejszego

Twych służalców sprośna dzicza[126],

Godna jednak pryncypała,

W jego zamku napaść śmiała.


REJENT


Mówże, waszmość, trochę ciszéj,

Jego sługa dobrze słyszy.


PAPKIN


Mówię zawsze podług woli.


REJENT


Ależ bo mnie głowa boli.


PAPKIN


jeszcze głośniej

Że tam komu w uszach strzyka

Albo że tam czyj łeb chory,

Przez to nigdy w pieśń słowika

Nie odmienią głos stentory[127].


REJENT


słodko

Ależ bo ja mam i ludzi.

Każę oknem cię wyrzucić.


Papkin w miarę słów Rejenta wstaje z wolna, zdejmując kapelusz.


A tam dobry kawał z góry.


PAPKIN


O, nie trzeba.


REJENT


Jest tam który!

Hola!


PAPKIN


Niech się pan nie trudzi.


REJENT


Pan jak piórko stąd wyjedzie.

do służących

Czekać w czterech tam za drzwiami!


PAPKIN


Ale na cóż to, sąsiedzie,

Tej parady między nami?


REJENT


Teraz słucham waszmość pana.

sadzając go prawie gwałtem

Bardzo proszę — bardzo proszę —

siada blisko i naprzeciwko

Jakaż czynność jest mu dana?

nie spuszcza z oka Papkina


PAPKIN


Jesteś trochę nadto żywy:

Nie wiedziałem, Bóg mi świadkiem,

Że tak bardzo masz słuch tkliwy —

Przestrzeż, proszę, gdy przypadkiem —

Jakieś słówko głośniej powiem.


REJENT


Czy się prędko rzeczy dowiem?


PAPKIN


bardzo cicho

Zaraz — Cześnik bardzo prosi…


REJENT


Hę!


PAPKIN


Czy głośniej?

na znak potakujący Rejenta mówi dalej

Cześnik prosi…

To jest… raczej Cześnik wnosi,

Że, by skończyć w jednej chwili

Kontrowersją[128], co… zrobili…

nie mogąc uniknąć wzroku Rejenta, miesza się coraz więcej

Dobrze mówię… co zrobili…

Kontrowersją… jak rzecz znana…

Że tak… to jest… że… sprzy… sprzyja…

odwracając się, na stronie

A to jakiś wzrok szatana,

Cały język w trąbkę zwija.


REJENT


Ja nie jestem pojąć w stanie,

Waszmość prawisz zbyt zawiło.


PAPKIN


wstając

Bo to… bo te… wybacz, panie,

Wino trochę mocne było.

A nie jestem zbyt wymowny…

ciszej

Czy tych czterech jeszcze stoi?


REJENT


Jednym słowem — mój szanowny,

Dobry sąsiad czego żąda?


PAPKIN


Lecz się poseł trochę —


REJENT


kończąc

…Boi.

Bądź, serdeńko, bez obawy.


PAPKIN


Więc Cześnika prośba niesie,

Abyś waszmośćcirca quartam[129]

U trzech kopców w Czarnym Lesie

Stanął z szablą do rozprawy.


REJENT


ironicznie

Stary Cześnik jeszcze żwawy!


PAPKIN


ośmielając się

Ba! To wszyscy wiedzą przecie,

Że niemylne jego ciosy —

Wszakże w całym już powiecie

Pokarbował szlachcie nosy,

Tylko jeszcze…


REJENT


Ciszej, proszę.


PAPKIN


oglądając się na drzwi

Prawda, ciszej. — Cicho zatem

Jego grzeczną prośbę wnoszę

I dołączam moją własną

O odpowiedź krótką, jasną.


REJENT


Tę listownie mu udzielę,

Ale jakże się to zgadza:

Wszak ci jutro ma wesele.


PAPKIN


śmielej

Tamto temu nie przeszkadza:

Rano pierścień — w pół dnia szabla —

Wieczór kielich — w nocy…


REJENT


słodko

Cicho.


PAPKIN


Prawda, cicho.

na stronie

Sprawa diabla,

Ani mrumru. — Czy mnie licho

Tu przyniosło w takie szpony!


REJENT


ironicznie

Wielkiż afekt[130]przyszłej żony?


PAPKIN


Fiu! fiu! fiu! — Taż z miłości

Trzykroć na dzień wpada w mdłości —

Cześnik, także rozogniony,

Jak gromnica ku niej pała —

Będzie para doskonała.

A że wierna w każdej sprawie,

Ręce, nogi w zakład stawię.


SCENA PIĄTA

Rejent, Papkin, Podstolina

PODSTOLINA


Otóż jestem na wezwanie

W twoim domu, mój Rejencie,

Co dowodem niech się stanie,

Żem zmieniła przedsięwzięcie.

Nie straciłam na namyśle

Niepotrzebnym czasu wiele —

Bo ja rzadko kiedy myślę,

Alem za to chyża w dziele —

I nie mówiąc Cześnikowi:

Mój staruszku, bądźcie zdrowi,

Milsze od was są sąsiady —

Podpisuję twe układy

I w minucie tutaj staję. —

oddając papier złożony

Waszmość panu jeden daję,

Drugi odpis u mnie będzie.

Gdy więc pewność w każdym względzie

I wzajemnie dane słowa,

Witam ciebie jak synowa.


REJENT


Wielki splendor[131]na mnie spływa,

Moja pani miłościwa,

I fortuna[132]w złotej nawie

Żagiel dla mnie swój rozpięła,

Gdyś chętliwie i łaskawie

W twoje skarbne serce wzięła

Najkorniejsze prośby moje.

Tak jest, pani miłościwa,

Wielki splendor na mnie spływa;

A na szczepu mego trzaski[133]

Jeszcze większy spłynąć może,

Bo chcesz z arcywielkiej łaski

Mego syna dzielić łoże.

Niechże mi tu wolno będzie

Na tej lichej, własnej grzędzie,

Polecając waszmość pani

Trwałej przychylności zdroje

I powolne służby moje,

Do maluczkich upaść nóżek,

Jako sługa i podnóżek.

całuje ją w rękę


PAPKIN


na stronie

Co ja słyszę! Co, u kata!

Zdmuchnął żonę Cześnikowi

I z nią syna swego swata!

Wszak ci Cześnik, gdy się dowie,

Jak szczupaka go rozpłata.


PODSTOLINA


Nie myśl jednak, mój Rejencie,

Że to z gustu do odmiany

Wzięłam inne przedsięwzięcie;

Syn twój, Wacław, był mi znany,

Bardzo znany — jednym słowem,

Na cóż mam się kryć w tej mierze:

Był kochany — kochał szczerze.


PAPKIN


klaskając w palce

Tędy droga!


PODSTOLINA


Cóż to znaczy?

Papkin tu?


PAPKIN


Tak, Papkin czeka,

Aż go Anna zoczyć raczy.


PODSTOLINA


do Rejenta

Waszmość cierpisz tego człeka?

do Papkina

Precz mi z oczu!


PAPKIN


z pośpiechem

Idę.


REJENT


Czekaj,

Wasze!


PAPKIN


Czekam.


REJENT


Odpis przecie.


PODSTOLINA


On to zdradną swą wymową

Mnie, zbyt słabej, mnie, kobiecie,

Opłakane wyrwał słowo.


PAPKIN


Ja?


PODSTOLINA


I gdyby nie ta zmiana,

Szłabym biedna w moc tyrana.


PAPKIN


do siebie

Dzień feralny[134]!


REJENT


do Podstoliny

Wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba.

Ale teraz moje zdanie,

Że gdy Cześnik nie wie jeszcze

O nam chlubnie zaszłej zmianie,

Lubo w piśmie rzecz umieszczę,

Dobrze będzie, gdy z twej strony

Papkin weźmie zapewnienie

I powtórzy to, co w liście.


PAPKIN


na stronie

Chce mnie zgubić, oczywiście!


REJENT


Daj mu, pani, twe zlecenie,

A ja skreślę słówek parę.

odchodzi


SCENA SZÓSTA

Podstolina, Papkin

PAPKIN


odprowadzając go oczyma

Podstolino! mam dać wiarę?

Co to znaczy? gdzie sumienie?


REJENT


ukazując głową w drzwiach

Proszę ciszéj.


PAPKIN


Prawda, ciszéj.

na stronie

I przez mury czart ten słyszy.

cicho do Podstoliny

Ach, co robisz, Podstolino?

Z twej przyczyny wszyscy zginą —

Czyliż Cześnik ci nie znany?

On nie zniesie tego sromu[135],

On pochodnią i żelazem

Śmierć wyrzuci w wasze ściany,

Gruz zostawi z tego domu.

Bój się Boga, chodźmy razem

oglądając się i odprowadzając coraz dalej na stronę

Ach, ty nie wiesz, gdzieś przybyła…

W jakiej strasznej jesteś toni…

Cicho!… Gdyby nie w tej dłoni

Artemizy groźna siła,

Już by… sza!… Niech Bóg nas broni!…

Dalej we drzwi i na schody.


PODSTOLINA


wyrywając się

Wolna droga.


PAPKIN


Niekoniecznie,

Czterech stoi.


PODSTOLINA


Lecz weź wprzody

Pożegnanie dla Cześnika:

Kłaniaj mu się bardzo grzecznie,

Powiedz oraz, jak mą duszę

Zbyt boleśnie żal przenika,

Że się tak z nim rozstać muszę —

Niech porywczo mnie nie gani…


PAPKIN


Banialuki[136], moja pani,

Tych ode mnie nie usłyszy.


SCENA SIÓDMA

Podstolina, Papkin, Rejent

REJENT


Ciszéj z łaski.


PAPKIN


Prawda, ciszéj.


REJENT


Oto jest list do sąsiada…


PAPKIN


Ambasada[137]diable śliska!


REJENT


Żegnam.


PAPKIN


w ukłonach

Papkin nóżki ściska.

Za przyjęcie dzięki składa.


Ukłony i ceremonie aż do końca sceny.

REJENT


Nie ma za co.


PAPKIN


O, i owszem.


REJENT


odprowadzając go

Sługa, sługa uniżony.


PAPKIN


Proszę wrócić.


REJENT


Nie wypada.


PAPKIN


Suplikuję[138].


REJENT


Tylko z góry.


PAPKIN


Nie pozwolę.


Drzwi otwierają się i widać czterech pachołków.

REJENT


Jest tam który!


PAPKIN


O, bez wszelkich ceremonii.


REJENT


do pachołków

Panu temu wskazać drogę.


PAPKIN


Ściskam nóżki — trafić mogę.


REJENT


Wziąć pod ręce — nie bez laski —

Schody ciemne — macać trzeba —


PAPKIN


Ściskam nóżki — zbytek łaski. —

z ukłonem, jednym susem za drzwiami się znajduje, drzwi się zamykają, słychać łoskot, jak gdyby kto zleciał ze schodów.


Podstolina idzie ku Rejentowi.

REJENT


wracając

Niech się dzieje wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba!


AKT CZWARTY

Sala w domu Cześnika. Oprócz drzwi bocznych jedne większe w głębi, po prawej stronie od kaplicy, stoły po obu stronach, na stole po prawej stronie kałamarz i co trzeba do pisania, butelka i para kieliszków, w głębi przybijają girlandy.

SCENA PIERWSZA

Cześnik, Dyndalski

Przy podniesieniu kurtyny Dyndalski stoi przy siedzącym Cześniku, trzymając dwie karabele, trzecią Cześnik ogląda podczas pierwszych wierszy. W głębi Śmigalski i Perełka.

CZEŚNIK


trzymając karabelę

No, Śmigalski! Czas przyspiesza,

Dalej, dalej na deresza[139]:

Inwitacją[140]nieś piorunem

I spełń gładko me rozkazy. —

Powtórz wszystkim po trzy razy,

Że na jutro, ja, pan młody,

Na weselne proszę gody.

Rozumiesz? No! Ruszaj z Bogiem. —


Śmigalski odchodzi. Po krótkim milczeniu.


Hej, Perełka! waść mi jutro

Nie zaglądaj do blaszanki,

Bobym waści przypiekł grzanki[141],

Jutro sztukę pokaż światu:

Nie żałować, mocium panie,

Cynamonu i muszkatu[142],

I wszelkiego aromatu[143],

Aby było, jak należy.

Masz do ryby szafran[144]świeży

I bakalii[145]po dostatku —

Niechże będzie dobrze, bratku.


PEREŁKA


Jakaż cyfra[146], jaśnie panie,

Na pośrodku stołu stanie?


CZEŚNIK


M.H. — M.H. — Maciej, Hanna.

W górze serca, w doleVivat[147],

A z konceptem[148]wszystko wszędzie.


PEREŁKA


Jaśnie panie, dobrze będzie.

na znak odchodzi


CZEŚNIK


po krótkim milczeniu, oglądając karabelę

Długo Papkin coś nie wraca.

Rejent siedzi jak lis w jamie,

Skąd wykurzyć — ciężka praca;

Lecz wyciągnie moje ramię,

Jeśli jakie, mocium panie,

Korowody[149]robić zechce.


DYNDALSKI


Ba! — bo kto bądź nieuroku[150]

Z jaśnie panem w szranki stanie,

Tego wcześnie coś w nos łechce.


CZEŚNIK


oddając jedną, a biorąc drugą karabelę

A łechtliwej diable skóry

Ci z palestry[151]ichmościowie;

Nie dotrzyma żaden kroku,

Chociaż wyjdzie czasem który.


DYNDALSKI


Ba!


CZEŚNIK


dobywając szabli

He, he, he, Pani Barska[152]!

Pod Słonimem, Podhajcami,

Berdyczowem, Łomazami[153]

Dobrze mi się wysłużyła.

Inna też to sprawa była!

Młódź, acz dzielna, w boju dziarska,

Prym[154]dawała starszym w radzie,

Tak jak w poczet Bóg nas kładzie.

Ale teraz to się staje,

Że od kury mędrsze jaje.

po krótkim milczeniu

Tęga głownia[155], mocium panie —

Lecz demeszkę[156]przecie wolę.

odmieniwszy szabli

Ej, to śmiga! — jakby wrosła —

Niejednego ona posła

Wykrzesała z kandydata[157];

Niejednemupro memoria[158]

Gdzieś przy uchu napisała:

machając

„Jak się wznosi, ledwie błyśnie —

Oddaj się Bogu, jak świśnie!”


SCENA DRUGA

Cześnik, Papkin

Dyndalski pomógłszy przypasać karabelę Cześnikowi, odchodzi w drzwi lewe.

CZEŚNIK


Jesteś przecie…


PAPKIN


kapelusz na bakier, ale włosy i suknie trochę w nieładzie

Z suchym gardłem —

Pozwól kapkę. To mi sprawa!

nalewa sobie i pije

Toż mu pieprzu w nos natarłem,

Aż mu urósł na trzy piędzie!


CZEŚNIK


Toż to teraz pływać będzie!


PAPKIN


Lecz ten Rejent sztuczka żwawa,

I szatańska przy tym postać;

Omal, omal żem nie musiał

Artemizy z pochew dostać.

Lecz się bałem, mówiąc szczerze,

Bo jak zwącha moje ramię,

Czart ją chyba zdzierży w mierze.


CZEŚNIK


Jak tennequam[159]ostro kłamie!

Lecz cóż Rejent? będęż wiedzieć? —


PAPKIN


Przyjął grzecznie — prosił siedzieć —

Dodał wina, zieleniaka[160]


CZEŚNIK


jakby do siebie

Otruł pewnie…


PAPKIN


Jak to? co to?


CZEŚNIK


Nie, nie…


PAPKIN


Ale…


CZEŚNIK


I cóż dalej?


PAPKIN


Otruł, mówisz?


CZEŚNIK


Z tą niecnotą

Nie ma żartu, mocium panie.


PAPKIN


Mnie bez tego… coś tu pali.


CZEŚNIK


Jakże przyjął me wyzwanie?

Cóż?


Milczenie.


A tam co? głuchoniemy?


Papkin osłupiały, nie patrząc się, oddaje list.


Aha! z listu się dowiemy.

czyta

Co, co, co, co!

prędko

co, co, co, co!

postępując w największej złości ku Papkinowi, za każdym krokiem krzyczy „co!”, jakby nie mógł słów znaleźć


Papkin cofa się aż za stolik, po lewej stronie stojący.


Co, co, co, co!


PAPKIN


To, to, to, to!


CZEŚNIK


Podstolina…


PAPKIN


płaczliwie sens kończąc

Nam skrewiła[161].


CZEŚNIK


Do Rejenta…


PAPKIN


jak wyżej

…zabłądziła.


CZEŚNIK


Do Rejenta… do Rejenta?

I chce… chce pójść…


PAPKIN


truchlejąc

…za Wacława.


CZEŚNIK


I tyś milczał, ćmo przeklęta!…

Ale krótka będzie sprawa…

O płci zdradna! czci niewarta!

Obyś była jak ta karta

W moim ręku teraz cała.

mnąc list

Tak, tu…


PAPKIN


wpadając w mowę, na stronie

Z pyszna by się miała!


CZEŚNIK


Utarłbym cię w proch z kretesem —

Ale czasu nie chcę tracić.

Do weselnej sarabandy[162]

Muszę skrzypka im zapłacić —

Niech im zagra, a od ucha!

Aż się Rejent w kółko zwinie!

Pozna szlachcic po festynie[163],

Jak się panu w kaszę dmucha!

Hola, ciury[164]! Hej, dworzanie!

Dalej za mną, mocium panie!

wychodzi środkowymi drzwiami


SCENA TRZECIA

Papkin, później Dyndalski.

PAPKIN


po długim milczeniu krzywi się, potem macając się po brzuchu

Tu coś boli. — Oj! aj! piecze —

Ach, to wino! takie męty!

O zbrodniarzu! O przeklęty!

Taką piękną niszczysz różę!


Dyndalski wychodzi z drzwi lewych.


Ach, Dyndalsiu, cny człowiecze!

Ach, powiedzcie, czy być może?


DYNDALSKI


Co, czy może?


PAPKIN


Że ta żmija,

Ten w Rejenta czart wcielony,

Dziś trucizną mnie zabija?


DYNDALSKI


Ej, gdzie znowu!


PAPKIN


Nie wierzycie?


DYNDALSKI


Kto by się tam i łakomił

Na waszmości nędzne życie!


PAPKIN


Nic nie będzie zatem złego?


DYNDALSKI


Ej, nie.


PAPKIN


Cześnik mówił przecie…


DYNDALSKI


Ha, to znowu co innego.

Jaśnie panu wszystko w świecie

Tak jest znane, jakby komu,

Mój paniczu, w własnym domu.

Otruł! — proszę! — co za psota!


PAPKIN


Jakaż wasza teraz rada?

Robić, począć co wypada?


DYNDALSKI


Ha!

zażywa

Po księdza posłać trzeba —

wychodząc w drzwi środkowe

Proszę, proszę, to niecnota!


SCENA CZWARTA

PAPKIN


rzucając się na krzesło

Umrzeć, umrzeć! Wielkie nieba!

po krótkim milczeniu

Lecz gdzież była moja głowa!

Jam go beształ, mieszał z błotem,

On traktament[165]miał dać potem;

I ten pośpiech jego wielki,

Z jakim wziął się do butelki,

Z jakim nalał lampkę całą.

Jeszcze że mi było mało! —

Tak, połknąłem, mam truciznę,

Już się z tego nie wyśliznę,

Więc testament mój ułożę —

z płaczem nieprzesadzonym

Potem kupię wieczne łoże,

Potem pogrzeb swój zapłacę —

Potem —Requiescat in pace.[166]


Papkin, ocierając często z łez oczy, pisze czas jakiś.

SCENA PIĄTA

Papkin, Cześnik, Dyndalski

CZEŚNIK


Hola, hola, nie tak zrobię —

Wszystko to są z mydła bańki —

Lepszą zemstę przysposobię,

Ale trzeba zażyć z mańki[167].

Bylem syna dostał w siatkę,

Mam dla niego dobrą klatkę;

A tatulem się nie straszę,

Potem o tem…

do Papkina

Puszczaj wasze.


PAPKIN


nie oglądając się

Ja testament teraz piszę.


CZEŚNIK


Niechże o tym już nie słyszę,

Bo do czubków[168]odwieźć każę.


PAPKIN


wstając

Czy tak? —

do siebie

Zaraz legat[169] zmażę.


Papkin przenosi się do stolika, po lewej stronie będącego.

CZEŚNIK


do Dyndalskiego

Siadaj waść tu — zmaczaj pióro,

Będziesz pisał po mym słowie[170].


DYNDALSKI


Stawiam tytle[171]niezbyt skoro.


CZEŚNIK


Właśnie babskiej trzeba ręki.

Życie w zakład, gaszka złowię —

Dobrze będzie.


DYNDALSKI


usiadłszy bokiem do widzów naprzeciwko Cześnika i wkładając okulary

Bogu dzięki!


CZEŚNIK


Teraz trzeba pisać właśnie

Jakby Klara do Wacława.


DYNDALSKI


O! o!


CZEŚNIK


No, cóż: o, o — ?


DYNDALSKI


podnosząc się

Jaśnie

Panie, wszak to despekt[172]dla niej.


CZEŚNIK


Co się waszeć o to pyta!

Maczaj pióro — pisz i kwita.


Dyndalski siada wyprostowany na brzeżku krzesła i macza pióro, Papkin w ciągu tej sceny pisze, czasem wstaje, przechodzi się w głębi, macza pióro u stolika, przy którym Cześnik siedzi, znowu siada, ciągle płacząc, wszakże bez przesady.

CZEŚNIK


po krótkim myśleniu

Tylko że to, mocium panie,

Aby udać, trzeba sztuki.

Owe brednie, banialuki,

To miłosne świegotanie…

myśli

Jak tu zacząć, mocium panie?


DYNDALSKI


podnosząc się

Cnym afektem ulubiony…


CZEŚNIK


O… o… o… o!… Jak od żony —

A tu trzeba pół, ćwierć słowa,

Ni tak, ni siak — niby owa:

„I chciałabym, i boję się”.

O! — już wiesz — no! — na tym sztuka…

Lecz nie waści w tym nauka.

Pisz waść:

nuci

Zaraz.

nuci dyktując

Bardzo proszę.

pokazując palcem na pismo

Co to jest?


DYNDALSKI


podnosząc się, jak to za każdą razą, kiedy mówi do Cześnika

„B”.


CZEŚNIK


To?


DYNDALSKI


„B” duże —

A capite[173], jaśnie panie.


CZEŚNIK


przez stół patrząc

„B”? — to kreska — gdzież dwa brzuszki?


DYNDALSKI


Jeden w spodzie, drugi w górze.


CZEŚNIK


dostając okularów

Cóż u czarta.

bierze papier

Tać jest — duże —


Tu Papkin nachyla się przez Cześnika, chcąc zmaczać pióro, ten go odtrąca mówiąc co niżej, potem prowadzi go oczyma aż na miejsce.


Czy go!…


Papkin odtrącony odchodzi, przystępując z tylu do stolika stąpa na nogę Dyndalskiemu.

DYNDALSKI


Ta, bo!


CZEŚNIK


przypatrując się pismu

„B”, „B” duże.

Kto pomyśli, może zgadnie.

No, no — pisz waść — a dokładnie.

dyktuje

Bardzo proszę… mocium panie…

Mocium panie… me wezwanie…

Mocium panie, wziąć w sposobie,

Mocium panie… wziąć w sposobie,

Jako ufność ku osobie…

Mocium panie, waszmość pana;

Która, lubo mało znana…

Która, lubo mało znana…

pokazując palcem

Cóż to jest?


DYNDALSKI


podnosząc się

Żyd[174], jaśnie panie.

Lecz w literę go przerobię.


CZEŚNIK


Jak mi jeszcze kropla skapie,

To cię trzepnę tak po łapie,

Aż proformę[175]wspomnisz sobie. —

Czytaj waść.


Dyndalski obciera pot aż po karku.


No! jak tam było?


DYNDALSKI


czyta

Bardzo proszę, mocium panie,

Mocium panie, me wezwanie,

Mocium panie, wziąć w sposobie,

Mocium…


CZEŚNIK


wyrywa i drze papier

Niech cię czarci chwycą

Z taką pustą mózgownicą!

„Mocium panie” — cymbał pisze!


DYNDALSKI


Jaśnie pana własne słowo.


CZEŚNIK


Milcz, waść! — przepisz tode novo[176],

„Mocium panie” opuść wszędzie.


DYNDALSKI


chcąc zbierać kawałki

Z tych kawałków trudno będzie.


CZEŚNIK


Pisz de novo — pisz, powiadam —

Mózgu we łbie za trzy grosze!

Siadaj! — siadaj, mówię.


DYNDALSKI


Siadam.


CZEŚNIK


I powtarzaj.

dyktuje

Bardzo proszę,

Moć…

zatyka sobie usta


DYNDALSKI


powtarzając napisane

Moć.


CZEŚNIK


zrywając się

Co, moć? cóż moć znaczy?

Z tym hebesem[177]nie pomoże;

Trzeba zrobić to inaczej. —

Nawet lepiej będzie może,

Gdy wyprawię doń pacholę

Z ustną prośbą. — Tak, tak wolę. —

Słuchaj. — Idź mi… Ależ, ale!

Rejentowicz od nikogo

Nie jest u mnie znany wcale.


PAPKIN


obojętnie

Wszyscy go tu poznać mogą,

Wszak był rano.


CZEŚNIK


Co? ów młody?

Komisarzem co się mienił?


PAPKIN


Nie inaczej.


CZEŚNIK


Na me szkody

W me komnaty ćwik[178]się wkrada,

A ten milczy, nie powiada!


PAPKIN


obojętnie

Abym milczał, dał to złoto.


CZEŚNIK


biorąc się za głową

O dla Boga! ty niecnoto!


PAPKIN


Kto już na pół w grobie stoi,

Twego gniewu się nie boi.

rzucając sakiewkę na ziemię

Cóż ten kruszec w takiej porze!


CZEŚNIK


Milcz mi, wasze!


PAPKIN


Któż go ceni!

Na cóż mi się przydać może? —


Kiedy Dyndalski chce podnieść sakiewkę, Papkin go uprzedza, kończąc mowę.


Chyba tylko do kieszeni.


CZEŚNIK


Cicho, cicho, bez hałasu.

Teraz na to nie ma czasu —

Ale jakem szlachcic prawy,

Zdasz mi poczet[179]z twojej sprawy.

do Dyndalskiego

Wasze idź mi — wypraw Rózię,

Niech do Milczka wkraść się stara,

Niech młodemu Wacławowi,

Paniczowi — no wiesz? — powié,

Że go prosi panna Klara,

By nie mówiąc nic nikomu

Chciał na chwilę przyjść łaskawie —

Aby nie był wżdy w obawie,

Bo Cześnika nie ma w domu.

No, rozumiesz?


DYNDALSKI


Dokumentnie.


CZEŚNIK


Sam tymczasem zwiń się skrzętnie:

Kilku ludzi u wyłomu

Postaw w krzakach. — Jeno nogą

Gaszek będzie za granicą,

Łapes capes[180]— niech go chwycą;

A pójść nie chce — związać mogą.


DYNDALSKI


Ależ despekt, jaśnie panie,

Tak postąpić jakby z ciurą.


CZEŚNIK


Wasze byłeś, jesteś rurą. —

Jak rozkażę, tak się stanie.

chce odejść


PAPKIN


zastępując drogę

Cześniku.


CZEŚNIK


Cóż?


PAPKIN


podając pióro

Jako świadek.


CZEŚNIK


Idź do kata!

odchodzi z Dyndalskim w drzwi środkowe


PAPKIN


sam, powtarzając

„Idź do kata!”

Wdzięczność ludzi, wielkość świata —

Każdy siebie ma na względzie

A drugiego za narzędzie.

Póki dobre — cacko, złoto;

Jak zepsute — ruszaj w błoto.


SCENA SZÓSTA

Papkin, Klara z drzwi prawych.

PAPKIN


O mych myśli ty bogini!

O ty jedna litościwa!

Pasmo życia jad przerywa,

Ale serce, jakby w skrzyni,

Miłość k'tobie zawsze kryje.


KLARA


Cóż się stało?


PAPKIN


Już nie żyję. —

Byłbym przywiózł krokodyla,

Byłbym zyskał twoją rękę;

Lecz ostatnia przyszła chwila,

Dziś rycerską kończę mękę.


KLARA


na stronie

Stracił zmysły do ostatka.


PAPKIN


Ten testament wręczę tobie:

Racz posłuchać, jakby matka,

I zapłakać na mym grobie.

czyta, łzy często ocierając


Ja, Józef Papkin, syn mego ojca Jana Papkina…


czule

Jana, Jana — Jan mu było

czyta


Będąc zupełnie zdrów na ciele i umyśle, ale nie mogąc wiedzieć, kiedy umrę…


Oczywiście.


bo jestem otruty przez rejenta Milczka w lampce wina…


W lampce wina


robię ten testament, czyli ostatnie rozporządzenie mojego ruchomego i nieruchomego majątku. Nieruchomym rozporządzać nie mogę, bo żadnego nie mam…


Nie mogę…


Ruchomości zaś rozdaję. — Tej, którąm zawsze kochał, czcił, szanował i ubóstwiał, JW-ej Klarze Raptusiewiczównie, starościance zakroczymskiej, daruję angielską gitarę i rzadką kolekcyją motyli, będącą teraz w zastawie. — Artemizę…


Cześnikowi dać ją chciałem,

Ale teraz przemazałem.


Artemizę dostanie najdzielniejszy rycerz w Europie, pod warunkiem, aby pomnik postawił na mym grobie. — Z resztą ruchomości chcę być pochowany (ociera łzy). — JW. Cześnika zaś i JW. Starościankę, jako egzekutorów[181] testamentu, suplikuję, aby moje wszystkie długi, jakie się tylko pokażą, nie płacili, gdyż chcę przez to braciom moim różnego stanu i wyznania zostawić po sobie pamiątkę.

Józef Papkin


Józef Papkinincognito[182]

Na tytuły miejsca nie ma —

Weź więc — i co tu wyryto,

Niech twa pamięć wiecznie trzyma.


SCENA SIÓDMA

Papkin, Klara, Wacław z drzwi lewych.

WACŁAW


Klaro, Klaro, co się dzieje!

Los nas ściga nazbyt srogo —

Wszystkie drogie nam nadzieje

W jednej chwili przepaść mogą.


KLARA


Mów ostrożnie.


WACŁAW


spojrzawszy na Papkina

Zapłacony. —

Podstolina w naszym domu —

Bo plan ojca niewzruszony

Ją zaślubić mnie przymusza.


KLARA


Przebóg!


WACŁAW


A ta podła dusza,

Bez litości i bez sromu,

Nie zważając me wyznania,

Jego woli ucho skłania.


KLARA


Ach, Wacławie, nie mam władzy

Mówić, radzić w tej potrzebie,

Bo truchleję tu o ciebie. —

Ach, ty nie znasz mego stryja!

W porywczości nie ma granic.


WACŁAW


Nie lękaj się nadaremnie:

Komisarza wszak zna we mnie.


PAPKIN


obojętnie

O, komisarz teraz za nic.


WACŁAW


Więc zdradziłeś?…


PAPKIN


Powiedziałem.


WACŁAW


A, niegodny!…


KLARA


wstrzymując go

O, mój drogi,

Nie powiększaj mojej trwogi.


WACŁAW


Niech przynajmniej go ukarzę.


KLARA


Śmierć zadajesz twojej Klarze.


PAPKIN


Kto już w grobie jedną nogą,

Na tym groźby nic nie mogą.


WACŁAW


Co on mówi?


KLARA


Próżna zwada —

Uchodź, uchodź, nie trać chwili.


PAPKIN


O, i moja taka rada,

Bo się właśnie Cześnik sili

Zwabić cię tu w swoje szpony —

Poczt[183]hajduków rozstawiony

Chwyci, zwiąże cię w potrzebie.


KLARA


Jeszczeż mało to dla ciebie!


WACŁAW


Lecz jak będzie?…


KLARA


w trwodze

Dziś napiszę.


WACŁAW


Dziś wieczorem…


KLARA


Hałas słyszę…


WACŁAW


To, com mówił…


KLARA


prosząc

Potem, potem.


WACŁAW


idąc ku drzwiom lewym

Idę teraz, lecz z powrotem…


SCENA ÓSMA

Klara, Papkin, Wacław, Cześnik, Dyndalski, hajduki z różnych stron.

CZEŚNIK


zastępując w drzwiach lewych

Hola, hola, mocium panie! —

Objechałem jak bartnika[184].


WACŁAW


I cóż złego mi się stanie?

Widzę dużo przeciwnika,

Lecz nie myślcie, że się boję. —

do Cześnika

Jeśliś zbójca — masz mię, stoję.

Ale jeśliś człowiek prawy,

Jaką taką daj szablinę —

W Bogu wiara, że nie zginę.


CZEŚNIK


Lubię, chłopcze, żeś mi żwawy —

Lecz nie o tym teraz mowa,

Daj więc baczność[185]na me słowa:

Rejent wykradł narzeczonę

I chce tobie dać za żonę;

Miałby tryumf w tym sposobie,

Lecz ja umiem radzić sobie —

Lub do turmy[186]pójdziesz na dno,

Gdzie, że siedzisz, ciężko zgadną,

Albo — rękę oddasz Klarze. —

A jeżeli Starościanka

Pójść nie zechce do ołtarza,

Jest tu druga jej bratanka,

Tej za ciebie pójść rozkażę. —

Tobie żonka jakby nimfa[187],

Podstolinie grochowianka[188],

Rejentowi tęga fimfa,

A mnie zemsta doskonała —

Tak się skończy sprawa cała.


Milczenie.

WACŁAW


Ale…


CZEŚNIK


Tutaj nie ma ale.


WACŁAW


Zaraz…


CZEŚNIK


Zaraz albo wcale!


WACŁAW


do Klary

Mamyż wierzyć?


KLARA


Ha, to wierzmy. —

do Cześnika

Ślub brać dziś?


CZEŚNIK


Dziś.


Klara obraca się ku Wacławowi jakby o odpowiedź.

WACŁAW


Ha, więc bierzmy.


CZEŚNIK


Zatem rękę daj dziewicy —

Nie od tego, widzę, ona.

Pleban czeka już w kaplicy

Dalej żwawo.

na stronie

Rejent skona.


Odchodzą do kaplicy.

PAPKIN


testament w ręku

O fortuno tygrysico!

I trucizna, i wesele —

To za wiele! to za wiele!


Odchodzą do kaplicy.

SCENA DZIEWIĄTA

DYNDALSKI


zbierając kawałki swojego pisma

Jak co sobie ubrda w głowie,

To i klinem nie wybije.

Żebym pisał, co się zowie,

Jak już długo z Bogiem żyję,

Tegom jeszcze nie powiedział;

Grzechem prezumpcyja[189]taka —

Ale jednak rad bym wiedział,

Czemu dzisiaj zszedł na żaka?

Co on sobie — tylko proszę —

Mógł do tego „B” upatrzyć?

Co nie staje tej literze?

Czy brak w kształcie, czy brak w mierze?

Ot, krzyż Pański, a ja znoszę.

siada i składa kawałki


SCENA DZIESIĄTA

Dyndalski, Rejent

Rejent wchodzi, oglądając się na wszystkie strony.

REJENT


kładąc rękę na ramieniu Dyndalskiego, który go nie widział

Dobry wieczór, panie bracie.

Cóż to, dżumę w zamku macie?

Żywej duszy. — Nie ma komu

Odpowiedzieć, pan czy w domu.


DYNDALSKI


Jest, do usług.


REJENT


Rzecz ciekawa.

Cześnik wyzwał mnie na rękę:

Acz nie moja to zabawa,

Rzekłem jednak: wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba.

I wyszedłem, i czekałem,

Tak, czekałem nadaremnie.

Może wróżył zbyt zuchwale,

Że mu Rejent nie dotrzyma?

Ale Rejent był na dziale[190],

Zucha tylko jeszcze nié ma.


DYNDALSKI


Ej, łaskawy mój Rejencie,

Nie wyzywaj go na cięcie,

Bo jak machnie po pętlicach[191],

Zdywiduje[192]jak Bóg Bogiem.


GŁOSY W KAPLICY


Wiwat! wiwat! Państwo młodzi!


REJENT


Któż wesele tu obchodzi?


DYNDALSKI


Rejentowicz.


REJENT


jak oparzony

Być nie może!


CZEŚNIK


za sceną

Hej, Dyndalski! tam do czarta!

Okulbaczyć mi dzianeta[193]!

wychodząc

Już kaducznie przeszła czwarta.


SCENA JEDENASTA

Rejent, Cześnik

Cześnik przyszedłszy na przód sceny spostrzega Rejenta, staje jak wryty. Rejent kłania się nisko. Czas milczenia, oko w oko patrzą. Cześnik chwyta za szablę, to samo i Rejent. Czas jakiś zastanowienia. Cześnik zdaje się walczyć z sobą. Dyndalski wybiega do kaplicy.

CZEŚNIK


na stronie

Nie wódź mnie na pokuszenie,

Ojców moich wielki Boże!

Wszak gdy wstąpił w progi moje,

Włos mu z głowy spaść nie może.


Odpasuje i rzuca karabelę na stół. Rejent zawiesza czapkę na rękojeści swojej szabli.


Czego żądasz?


REJENT


Mego syna.


CZEŚNIK


Ha! ha! rozkosz mi jedyna!

Będziesz zadość miał z tej strony —

Ale z żoną czy bez żony?


REJENT


wstrzymując się

To… za wiele…


CZEŚNIK


Co za wiele? —

Tyś mi ukradł moją wdowę,

By ją zmienić na synowę —

Jam zatrzymał twego syna,

By mu sprawić tu wesele —

Masz więc byka za indyka.


SCENA DWUNASTA

Ciż sami, Klara, Wacław, Papkin, Dyndalski, dworzanie, kobiety, wszyscy z bukietami wychodzą z kaplicy.

WACŁAW


Ach, mój ojcze!


KLARA


Ach, mój stryju,

Niech się skończy ta zawiłość!


WACŁAW


klękając

Przebacz, ojcze, i wzajemną

Pobłogosław naszą miłość!


REJENT


Wstań, serdeńko, i chodź ze mną.


SCENA TRZYNASTA

Ciż sami, Podstolina

PODSTOLINA


Mamże wierzyć, co się dzieje,

Wacław z Klarą —


REJENT


na stronie

Oszaleję!


PODSTOLINA


Tak jest, wierzę, już się stało! —

Więc wam powiem — i niemało.

Chciałam za mąż pójść czym prędzéj,

By nie zostać całkiem w nędzy —

Ów majątek zapisany

Na czas tylko był mi dany,

A w istotnym wiecznym darze

Dziś przypada szczęsnej Klarze.


REJENT


na stronie

Dwa majątki — kąsek gładki —

Coś stryjowi żal tej gratki[194].


CZEŚNIK


na stronie

Zamienił stryjek

Na siekierkę kijek.


PODSTOLINA


Ale przez to dziś nie tracę:

U Rejenta sto tysięcy…


KLARA


Nie — ja z mego to zapłacę.


Podstolina przechodzi na prawą stronę.

KLARA


do Rejenta

Nie opieraj się już więcéj,

Swego gniewu zwalcz ostatki,

Pobłogosław twoje dziatki.

klęka z Wacławem, któremu podaje prawą rękę


REJENT


Niech się dzieje wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba.

daje krzyżyk i podnosi klęczących


PAPKIN


do Wacława

Mogęż przestać na twym słowie?

Ręczysz pewnie za me zdrowie?

na znak potakujący — do Cześnika

Teraz wzywam waszmość pana!

Każ nam przynieść roztruchana[195],

Niech nam zagrzmią i fanfary[196],

Wypijemy pierwszej pary!

przechodzi na lewą stronę i drze testament


CZEŚNIK


Niechże będzie dziś wesele,

Równie w sercach, jak i w dziele —

podając rękę Rejentowi

Mocium panie, z nami zgoda.


Rejent przyjmuje rękę z niskim ukłonem.

WSZYSCY


Zgoda! zgoda!


WACŁAW


wstąpiwszy na środek tak, że Klara po jego prawej, podaje rękę Cześnikowi, on zaś ojcu po lewej, i posuwając się na przód sceny[197]

Tak jest, zgoda,

A Bóg wtedy rękę poda.


dryjakiew (z gr.) — lekarstwo.

Andrzej Maksymilian Fredro (ok. 1620–1679) — historyk, pisarz polityczny i zbieracz przysłów. Zwolennik i propagator złotej wolności szlacheckiej i liberum veto. Fragment przytoczony w motcie pochodzi z dzieła Przysłowia mów potocznych, obyczajowe, radne, wojenne… z r. 1658, cennego zbioru przysłów siedemnastowiecznych. Aleksander Fredro mylnie uważał się za potomka Andrzeja Maksymiliana, którego linia w rzeczywistości wymarła jeszcze w pierwszej połowie XVIII wieku. Przodkowie komediopisarza należeli do innej linii Fredrów.

synowica — bratanica, córka brata.

żupan (z czes.) — staropolski strój szlachecki. Noszono go po domu; w razie wyjazdu lub przybycia gości wkładano na żupan kontusz oraz przypasywano karabelę, czyli rodzaj szabli raczej paradnej niż używanej do walki.

szlafmyca (z niem.) — czapka, w której sypiano.

Papiery, które przegląda Cześnik, stanowią odpisy lub wyciągi z akt odnoszących się do majątków Podstoliny.

kobiéta — czytaj: kobita. Mamy tu do czynienia z dawnym é tzw. pochylonym; wyraz ten tworzy rym z „wyśmienita”.

polewka — w staropolszczyźnie używano tego wyrazu zamiast dzisiejszego: zupa. Tu chodzi zapewne o polewkę winną, spożywaną zazwyczaj przy śniadaniu.

hajduk (z węg.) — chłopiec usługujący, pachołek ubrany w specjalny, obcisły strój kroju węgierskiego.

Dziś występuje tu inna końcówka: serwetę.

Qua (łac.) — jako; opiekun — tzn. opiekun prawny wyznaczany małoletnim sierotom. W prawodawstwie staropolskim opiekun posiadał prawie całkowitą władzę (praktycznie przez nikogo niekontrolowaną) nad swym podopiecznym. Częste też były fakty nadużyć, np. zmuszania dzieci do wstąpienia do klasztoru (majątek zagarniał wtedy opiekun, zwykle najbliższy krewny) czy do małżeństwa z samym opiekunem. Taki, między innymi, zamiar względem Klary rozważa Cześnik.

proporcją (z łac.) — forma staropolska, dziś mówimy: proporcję; tu w znaczeniu: umiar.

fircykować — tzn. zachowywać się jak fircyk. Mianem fircyka określano w XVIII i na początku XIX w. typ modnisia, eleganta, przesadnie nadskakującego damom trzpiota, a jednocześnie rozrzutnika.

kulik (lub kulig) — zabawa popularna w dawnej Polsce wśród szlachty, urządzana w karnawale. Polegała na gromadnym objeżdżaniu dworów saniami z towarzyszeniem muzyki i tańców. W poszczególnych dworach zatrzymywano się krótko i po kilkugodzinnych tańcach i pijatyce ruszano dalej, zabierając gospodarzy.

balansować (z fr.) — tańczyć.

pedogra (lub podagra, z gr.) — ból stopy (szczególnie wielkiego palca) pochodzenia artretycznego.

Rumatyzmy — zniekształcona forma od: reumatyzm (z gr.; choroba mięśni i stawów).

mankament (z łac.) — brak, wada, usterka.

Byle… była kwita — by nie było podstaw do wzajemnych wyrzutów.

tupet (z fr.) — mała peruczka pokrywająca tylko wierzchołek głowy.

harcopf (lub harcap, z niem.) — warkocz przy peruce.

kapelusz stosowany — kapelusz trójkątny i spłaszczony, używany przeważnie w wojsku.

kolaska — kareta, powóz.

trzaski — tu: drzazgi.

labet (z fr.) — hazardowa gra w karty.

gracko — daw. zręcznie, dzielnie.

wzięty z błonia — tzn. młody (źrebaki do lat trzech lub pięciu przebywały swobodnie w stadninie, na błoniu), jeszcze nie ujeżdżony, dziki.

spaźnia — forma niedokonana od czasownika: spóźnić. Dziś używa się formy: spóźnia.

tyrkotny (lub terkotny, staropol. od: terkotać) — mówiący szybko i miarowo, terkocący jak wóz lub młyn w ruchu.

Artemiza — Papkin, jak przystało na samochwała, wzorem bohaterów romansowych nadał swej szpadzie nazwę. Pochodzi ona od imienia greckiej bogini łowów, Artemis (Artemidy).

nie wyruszy — wyrażenie wzięte z języka myśliwych, znaczy: nie wypłoszy, nie wypędzi.

z powicia ślub uniosłem — tzn. jeszcze w powiciu, w dzieciństwie ślubowałem, zobowiązałem się. Częsty był w owych czasach zwyczaj, że rodzice ślubowali w imieniu nieletnich dzieci.

dziewosłęb (stpol.) — swat.

bałamutnie — bałamucenie, zawracanie głowy.

afektowe (z łac. affectus: uczucie) — pełne rozczulenia, uczuciowe, miłosne.

wulkan — tu: porywczy, skory do wybuchów.

Te trzy zwrotki wyjęte są z dzieła Wacława z Oleska pt. Pieśni polskie i ruskie, s. 419, nr 289 [przyp aut. Wacław z Oleska — pseudonim Wacława Zaleskiego (1799–1849), krytyka i zbieracza pieśni ludowych. W 1833 r. wydał popularny zbiór pieśni pt. Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego. W późniejszym okresie życia poświęcił się karierze urzędniczej, w latach 1848–1849 był gubernatorem Galicji]. [przypis autorski]

albo koty — przytyk do fałszywego śpiewu Papkina.

wena (z łac.) — usposobienie, skłonność, ochota.

hemisferna scena (z gr.) — półkula ziemska.

Lord Pembrok — Papkin ma zapewne na myśli Jerzego Augusta hr. Pembroke (zm. 1827), angielskiego polityka i generała, który w 1807 r. bawił w Wiedniu jako ambasador Wielkiej Brytanii.

miledi (z ang. milady) — żona lorda.

grzeczny — tu w znaczeniu staropolskiego: do rzeczy (k rzeczy).

zjadłbym śledzia — miałbym za swoje, czułbym się z pyszna. Wyrażenie powstało w związku ze staropolskim zwyczajem, według którego w zapustny wtorek, o północy, na zakończenie zabawy, podawano śledzia. Oznacza więc coś nieprzyjemnego, tym bardziej że następuje po poprzedniej przyjemności.

patron (z łac.) — zwierzchnik, przełożony, rozkazodawca; tu mowa o Cześniku.

po kaduka — w jakim celu, po co; kaduk — czart, diabeł. Nazwa przeniesiona z choroby zwanej epilepsją, padaczką (caducus po łacinie znaczy: padający), którą w średniowieczu przypisywano opętaniu przez diabła.

krużganek (z niem.) — kryty korytarz wzdłuż budynku od strony dziedzińca.

Chocieś… czytał — staropolska forma, dziś już przestarzała: choć (chociaż) czytałeś.

zubożała — tu imiesłów, nie zaś czas przeszły: tzn. uboższa.

obecność — tu: teraźniejszość.

Cześnika… skryję, gdzie nie widać ziemi, nieba — tzn. spowoduję, że zostanie zamknięty w więzieniu.

gwintówka — rodzaj strzelby o gwintowanej lufie, celniejszej i dalej niosącej od zwykłej fuzji.

fugas chrustas — charakterystyczne dla wymowy szlacheckiej wyrażenie makaroniczne, powstałe z łączenia wyrazów polskich z łacińskimi, oznacza: ucieka w chrust, w krzaki.

baserunek (z niem.) — odszkodowanie za sprawiony ból.

Pardon (franc.) — tu: poddaję się, proszę o darowanie życia.

Sto tysięcy! Kto da więcej! — mowa o licytacji przymusowej, na którą bywa wystawiany majątek dłużnika. Przytoczone wyrażenie stanowi przepisową formułę, którą wykrzykuje licytujący urzędnik na początku licytacji. Za każdą nową, wyższą ofertą powtarza przytoczoną formułę aż do chwili, kiedy uderzenie młotkiem obwieszcza.

szafarz — zarządzający gospodarstwem domowym, klucznik. Także urząd dworski, znacznie niższy od komisarza, który zarządzał całym majątkiem i kierował jego prawnymi sprawami.

pajuk (z pers.) — pachołek ubrany w paradny pseudoturecki strój, towarzyszący panu na przejażdżkach konno lub w powozie (zajmował wtedy miejsce z tyłu karety).

czekam wieńca — pochwały, nagrody. W starożytności zwycięzcom zdobiono czoła wieńcem laurowym.

jasyr (z tur.) — niewola.

fimfa (lub finfa, z wł.) — złośliwa sztuczka, oddanie pięknym za nadobne. W sztuce oblężniczej nazywano finfą podkop w celu wysadzenia nieprzyjaciela.

Wytnie kozła — wyrażenie myśliwskie. Kozła wycina ptak trafiony w powietrzu.

Achil, właśc.: Achilles — główny bohater Iliady Homera, słynny z męstwa.

Kato Starszy (239–149 przed n.e.) — rzymski polityk i pisarz, znany między innymi z mądrości i rozwagi.

kaznodziei — tu: wymownego obrońcy.

nié ma — czytaj: ni ma; por. przypis do wyrazu kobiéta w scenie pierwszej aktu I.

flegma — rodzaj temperamentu, który charakteryzuje się zbytnia powolnością w działaniu i brakiem gwałtownych emocji.

za procentem — Papkin usiłuje dać do zrozumienia, jakoby posiadał jakiś kapitał w zastawie i tylko nieregularne wypłacanie procentów wprawiło go w kłopoty pieniężne.

Cześnik na mnie wsiędzie (przen.) — będzie robić wymówki, awantury.

praszczęta (ln od praszczę: cienki pręt, rózga do bicia) — tu w znaczeniu: udręczenie, biedy, opały.

w dawnej trwać kolei — iść utartym szlakiem, od dawna wytyczoną drogą. Koleją dawniej nazywano ślad (koleinę) zostawiony na drodze przez jadący wóz.

suplikant (z łac.) — proszący, zanoszący prośbę, błagający.

wilczy dół — pułapka na wilki. Dość głęboki, wąski dół pokryty z wierzchu cienkimi gałęziami i narzuconymi na nie dla niepoznaki mchem, liśćmi lub darnią.

podstoli, cześnik, krajczy — urzędy powiatowe lub ziemskie, czysto tytularne, zajmowane przez średnią szlachtę. Rodowód swój wiodą od dawnych urzędów dworskich.

w dezertej (z łac.) — w pustynnej.

wzrok Febowy — promienie słońca. Febus — grecki bóg słońca.

prezencja (z łac.) — obecność, pojawienie się.

odwet — tu: odwzajemnienie się.

nim czas raźniej machnie kosą — zanim przeminie życie, nim nadejdzie śmierć. Starożytni Grecy wyobrażali sobie czas (Chronosa) jako postać męską z sierpem w ręku. W czasach nowożytnych nawiązując do tej tradycji przedstawiano czas jako starca z kosą, kojarząc go z pojęciem śmierci.

z rytmu — ze zdolności poetyckich.

białogłowa — kobieta, niewiasta.

szranki (z niem.) — miejsce ogrodzone, otoczone barierą; turniej (z łac.) — średniowieczne igrzyska rycerskie, odbywane w specjalnie zbudowanych szrankach.

Marsowy piastun — stary, wysłużony żołnierz. Mars — rzymski bóg wojny.

Ornament (z łac.) — ozdoba.

przystawi — dostarczy, dostawi.

powié — czytaj: powi.

Beatus, qui tenet (łac.) — przysłowie łacińskie, które w dosłownym przekładzie brzmi: „Szczęśliwy, kto trzyma; szczęśliwy posiadający”.

zrękowiny — zaręczyny.

finalnie (z łac.) — ostatecznie.

bez regresu (z łac.) — nieodwołalnie.

oglądnąwszy — dziś poprawne: obejrzawszy się.

snadnie — łatwo, bez przeszkód.

alkiermes (z arab.) — barwnik czerwony, wykonany z gatunku owadów zwanych al kirmiz.

konfuzja (z łac.) — zmieszanie.

rewerencja (z łac.) — uszanowanie.

nie wylewać za kołnierz — nadużywać alkoholu.

imprezę inną biorę — powziąłem inny zamiar; impreza (z wł.) — zamiar, plan, przedsięwzięcie.

pieniać — pozywać przed sąd, procesować.

krzyżowa — krzyżowa sztuka: pojedynek na białą broń.

Circa quartam (łac.) — około czwartej (godziny).

A czej (gwar.) — przecież, może.

basy — ślady na ciele od plag, cięgi.

szturkać — szturchać.

Na wołowej pisał skórze — będzie miał wiele pisania w związku z tą sprawą (podczas ewentualnego procesu). Jeszcze dziś istnieje powiedzenie: „nie spiszesz na wołowej skórze” — na oznaczenie jakiejś długiej historii, trudnej do spisania nawet na wielkim arkuszu.

Quandoquidem (łac.) — jakkolwiek, aczkolwiek.

Sekatury (z wł.) — dokuczliwości, prześladowania.

alternata (z łac.) — odmiana losu, zmienna kolej życia.

Składam… ciebie gwoli — dla ciebie.

fortunna (z łac.) — szczęśliwa. Fortuna — bogini szczęścia u Rzymian.

Aspiruję (z łac.) — wzdycham, dążę.

wprzody (stpol.) — wprzódy, najpierw.

Cześnik burda — awanturnik, kłótnik, zawadiaka, człowiek niespokojny.

Jednym — tu: jedynym.

quondam (łac.) — niegdyś.

Intercyza (z łac.) — umowa na piśmie zawierana przed ślubem; dotyczyła przede wszystkim spraw majątkowych, również jakichś szczególnych warunków i obowiązków współmałżonków.

diable — tu w znaczeniu: diablo, diabelnie.

tantna (z łac.) — zamożna.

Wżdy (stpol.) — jednak.

daje nurka — wyrażenie myśliwskie: ustępuje, cofa się przed niebezpieczeństwem; tu: spuszcza z tonu.

Nemo sapiens, nisi patiens (łac.) — „Nie jest mądry, kto nie umie być cierpliwy” — średniowieczne przysłowie łacińskie.

udrę łyka — coś zarobię, coś skorzystam.

Cienkusz (dosł.: osad piwny, zlewki) — tu: złe, słabe wino.

deresz (z węg.) — tu: mętny, słaby trunek, lura.

samą maścią — zewnętrznym wyglądem. Flaszka powinna być dobrze omszała, co jest świadectwem starości, a więc dobroci wina.

hreczkosiej — pogardliwa nazwa zasiedziałego na wsi, niezbyt zamożnego szlachcica.

dzicza (forma staropol. tak jak: łodzia, pieczenia itp.) — dzisiejsze: dzicz.

stentor — człowiek o potężnym głosie. Nazwa pochodzi od jednego z bohaterów wojny trojańskiej, Stentora, odznaczanego się silnym, tubalnym głosem.

Kontrowersja (z łac.) — spór, sprzeczka, nieporozumienie.

circa quartam (łac.) — koło czwartej.

afekt (z łac.) — tu: uczucie.

splendor (z łac.) — zaszczyt, blask.

fortuna (z łac.) — tu: szczęśliwy los.

szczepu mego trzaski — przyszli moi potomkowie po synie.

Dzień feralny (z łac.) — dzień niepomyślny, fatalny, w którym wszelkie przedsięwzięcia kończą się niepowodzeniem lub nieszczęściem. Wiara w dni feralne, uznawana przez niektóre religie, była dość rozpowszechniona w owej epoce, choć oficjalnie uważana już za przesąd i wyśmiewana w literaturze (patrz: Małżeństwo z kalendarza, Zabobonnik i in.)

srom — tu: zniewaga.

Banialuki — gadanie bez sensu, brednie. Wyraz wywodzi się z dzieła Hieronima Morsztyna (1580–1623) pt. Historia ucieszna o zacnej królewnie Banialuce…, zawierającego rozwlekłą, niesamowitą, nie wiążącą się logicznie akcję, która swą bezsensownością przeszła w przysłowie.

Ambasada (z franc.) — tu: poselstwo, polecenie.

Suplikuję (łac.) — błagam, proszę.

deresz — tu: koń niezdecydowanej maści, białej pomieszanej z żółtą lub brunatną.

Inwitacja (z łac.) — zaproszenie.

przypiekł grzanki — tu ironicznie: dogodził, sprawił przyjemność.

muszkat (inaczej: gałka muszkatowa; z łac.) — przyprawa korzenna dodawana do ciast dla zapachu.

aromat (z gr.) — tu: przyprawy i korzenie pachnące.

szafran (z arab.) — przyprawa kuchenna kwiatu rośliny południowej o tej samej nazwie.

bakalie (z tur.) — suszone owoce południowe, także ogólnie: słodycze.

cyfra — tu: monogram lub inicjały imion osób, ku czci których odbywa się uroczystość.

Vivat (łac.) — niech żyje.

z konceptem (łac.) — pomysłowo, dowcipnie.

Korowody (z ukr.) — targi, trudności.

nieuroku (staropol.) — żeby nie urzec, nie uroczyć.

palestra (z łac.) — w Polsce szlacheckiej zgromadzenie prawników oraz ich pomocników (dependentów) i uczniów przy trybunałach.

Pani Barska — Cześnik tak nazywa szablę, której używał w czasie konfederacji barskiej.

Słonim, Podhajce, Berdyczów, Łomazy — miejscowości, w których stoczono bitwy lub potyczki w czasie konfederacji barskiej.

Prym (z łac.) — pierwsze miejsce, pierwszeństwo.

głownia — część szabli okalająca rękojeść i ochraniająca rękę przed cięciem.

demeszka — szabla ze słynnej z twardości stali, wyrabianej w Syrii, w mieście Damaszku.

Niejednego ona posła wykrzesała z kandydata — mowa o sejmikach, na których o wyborze posła decydowała często nie ilość głosów, lecz szable.

pro memoria (łac.) — ku pamięci.

nequam (łac.) — nicpoń, ladaco.

zieleniak — gatunek wina węgierskiego.

skrewiła — nie dopisała, zawiodła nadzieję, zdradziła.

sarabanda (hiszp.) — taniec hiszpański, trzytaktowy.

festyn (z fr.) — zabawa.

ciury — w dawnym wojsku słudzy rycerza, którzy nie brali udziału w boju; pogardliwa nazwa używana dość często w stosunku do ludzi, o których się nie ma zbyt wysokiego wyobrażenia.

traktament (z łac.) — poczęstunek, ugoszczenie.

Requiescat in pace (łac.) — niech spoczywa w spokoju.

zażyć z mańki — tu: oszukać, wywieść w pole; wyrażenie wzięte z języka wojskowego. Zażyć z mańki (tj. z lewej ręki) oznaczało niespodziewane uderzenie przeciwnika w walce na białą broń z lewej strony, po szybkim przerzuceniu broni z ręki do ręki.

do czubków — do domu obłąkanych.

legat (z łac.) — zapis w testamencie.

po mym słowie — pod moim dyktandem.

tytle (z łac.) — litery.

despekt (z łac.) — uchybienie, obelga.

A capite (łac.) — od nowego wiersza.

Żyd — tu: błąd.

proforma (z łac.) — najniższa klasa w dawnych szkołach (do drugiej połowy XVII wieku).

de novo (łac.) — od nowa.

hebes (łac.) — tępy, ograniczony, tuman.

ćwik — zuch, śmiałek.

poczet — tu: rachunek.

Łapes capes — szybko, znienacka; wyrażenie powstałe przez dodanie do polskiego zwrotu „łap cap” końcówki właściwej językowi jidisz, którym posługiwali się Żydzi polscy.

egzekutor (z łac.) — wykonawca.

incognito (wł., dosł.: nieznany; z łac. incognitus) — z utajeniem swego nazwiska lub godności, nieoficjalnie, nie dając się poznać.

Poczt — poczet; tu: oddział, zastęp.

Objechałem jak bartnika — osaczyłem jak niedźwiedzia przy barci; bartnik — w języku myśliwskim nazwa niedźwiedzia. Niedźwiedzie lubią miód i często wybierają go z barci leśnej. Zwykle też miód służy na przynętę, jeśli na niedźwiedzia zastawia się pułapkę.

baczność — tu: uwaga.

turma (z niem.) — wieża. W wieżach, a właściwie w podziemiach wieży zamkowej mieściły się więzienia, stąd turma oznacza także więzienie.

Nimfa — w mitologii greckiej boginka zamieszkująca rzekę lub morze. W znaczeniu przenośnym nimfa oznacza piękną kobietę.

grochowianka — w dawnej Polsce wieniec grochowy był oznaką rekuzy, tj. nieprzyjęcia oświadczyn.

prezumpcyja (z łac.) — zarozumiałość, przesadne o sobie mniemanie.

dział — tu: wzgórek, wzniesienie. Wyrażenie gwarowe występujące na Podkarpaciu, w innych regionach Polski nieużywane.

machnie po pętlicach — zada cios w piersi; pętlice — rodzaj zapięcia kontusza.

Zdywiduje (z łac.) — rozpłata.

dzianet (z arab.) — wierzchowiec wyćwiczony według szkoły hiszpańskiej.

gratka (z łac.) — rzecz łatwo zdobyta.

roztruchan — wielki i bogato zdobiony kielich, puchar.

fanfary (z fr.) — triumfalna melodia wygrywana na instrumentach dętych, blaszanych.

Stoją w następującym porządku od prawej strony: 1. Podstolina 2. Cześnik 3. Papkin 4. Wacław 5. Klara 6. Rejent — reszta w głębi [przyp. aut.]. [przypis autorski]


home | my bookshelf | | Zemsta |     цвет текста   цвет фона   размер шрифта   сохранить книгу

Текст книги загружен, загружаются изображения



Оцените эту книгу